Jaki smak ma Twoje życie? Czyżby gorzkiej cebuli…

Którego dnia wpadłam na obiad do jednej z warszawskich restauracji. W środku było prawie pusto. Wybrałam danie dnia z zestawu lunchowego i czekając przy stoliku na swoje zamówienie, zobaczyłam go w drzwiach. Wkroczył spokojnym krokiem, rozejrzał się po sali i zajął miejsce tuż przy oknie. Moja przyjaciółka, używając nomenklatury cukierniczej, określiłaby go mianem eklera z kremem pistacjowym (czyli niezłe i nietuzinkowe ciacho). Żeby Wam nieco przybliżyć, wyglądał jakby przed chwilą miał ważne spotkanie biznesowe, po którym musiał rozpiąć górne guziki białej koszuli. Taka niby nonszalancja we włoskim stylu. Za chwilę podeszła kelnerka z menu. Uśmiechnął się i podziękował. Otworzył kartę i wtedy właśnie zadzwonił telefon. I się zaczęło.

Może i dobrze, że siedziałam na drugim końcu sali, bo dzięki temu nie znałam szczegółów tej rozmowy. W końcu podsłuchiwanie jest nieeleganckie i dość niekomfortowe. Bez względu jednak na to, czy rozmowa dotyczyła kwestii służbowych czy prywatnych, to zarysowała wzburzenie na jego twarzy. Zaczął się zachowywać tak, jakby ktoś wylał na niego wiadro pomyj, a on pragnął się natychmiast zemścić po stokroć. Nagle wstał i w pośpiechu wyszedł z restauracji. Już nie wrócił.

A mówi się, że to kobiety działają pod wpływem emocji.

Kolejna historia. Tym razem nawet zatykając uszy, usłyszałabym każde zdanie.

Była jesień. Wagon bezprzedziałowy wypełniony po brzegi. Każdy ciepło otulony, bo ktoś najwidoczniej zapomniał, że lato się już skończyło i można wyłączyć klimatyzację. Ani studentów jadących do Zakopca ani dzieci na kolonię, czyli idealne warunki na przespanie 3-godzinnej podróży lub poczytanie książki. Nie tak szybko. Gdy tylko koła zaczęły się toczyć, mężczyzna na fotelu przede mną wyciągnął z kieszeni swój telefon. Rozumiem, że czasem trzeba zadzwonić w pociągu, by szybko przekazać informacje, ale to nie ten przypadek.

Najpierw była rozmowa z siostrą. Cały przedział dowiedział się gdzie jegomość pracuje, jak słabo mu płacą i, że właśnie jest na „urlopowym” L-4. Rozmowa trwała jakieś pół godziny, dla mnie trwała 3 razy więcej. Druga rozmowa okazała się być dłuższa, bo godzinna, z jego przyjacielem od użalania się nad losem małżonka. Na tym etapie my – mimowolni słuchacze, poznaliśmy wątki intymne jego związku łącznie z datą ostatniego stosunku i terminem rozprawy rozwodowej. I zaczynamy spoglądać po sobie z nutką zażenowania i dyskretnie chichotać. Ale spektakl się jeszcze nie skończył, bo to trzeci telefon wprowadził nas w osłupienie. Rozmowa z prawie eksmałżonką, z którą jak się okazało stale mieszka. I to już wydaje się być dziwne. Jeszcze bardziej zbijający z tropu okazał się być jego ton głosu. Już nie stękał. Brzmiał zupełnie jak opiekuńczy mąż i kochający ojciec. WTF?

A mówi się, że to kobiety są aktorkami i lubią skupiać na sobie uwagę.

Mówi się też, że mężczyźni nie mają uczuć i są złamanymi dupkami. Mają, jak każdy, co widać na powyższych przykładach. Reagują pod wpływem emocji. Potrzebują się rozładować. Pewnie dlatego bywają dupkami, jak i my kobiety potrafimy być wredne.

A może to za sprawą jednego powodu – goryczy? Tkwi w nas głęboko. Na tyle głęboko, że trudno o niej rozmawiać bezpośrednio. Ona wypływa samoistnie, wtedy gdy szef nie patrzy. Gdy żony nie ma w promieniu kilometra. Gdy alkohol zaczyna działać. Wypływa w przypadkowych miejsca, w przypadkowych sytuacjach i wśród przypadkowych osób. A później jest „Gorzko, gorzko!”, ale bez happy endu, bo wszystko pozostaje takie samo.

Paradoksalne jest to, że im bliżej ktoś nas jest, tym trudniej przedrzeć się przez warstwy, by dotrzeć do sedna. To jak obieranie gorzkiej cebuli – mogą pojawić się łzy i czerwone oczy. A kto chce cierpieć? Wystarczy przecież znaleźć ujście goryczy. Prawda? Czasem najlepiej jest się wyżalić przez telefon, bo tak jest prościej, bez spojrzeń, z czerwoną słuchawką dla szybkiego zakończenia. Oczywiście, że możesz pogodzić się z gorzkim smakiem w ustach. Równie dobrze możesz się wysilić, by odszukać inne smaki. Wybór należy do Ciebie.


PS. Na zakończenie przytoczę fragment piosenki rapera G-Eezy ‚Downtown Love‚, o dziewczynie, która zupełnie się pogubiła.

Boi się stracić wszystko, ale to wszystko jest puste w środku

Nie może zmierzyć się z prawdą, ale każdy ma coś do ukrycia

To ironiczne, jak świadoma jest tego, jak wygląda

Dwie godziny ubierania się, ale nadal nie może patrzeć na siebie w lustrze

Dokonywała biednych wyborów, nawet w jej najbogatszym roku

To był szybki styl życia, którym nikt nie nauczył sterować


Przeczytaj poprzednie artykuły: 

#Minimallife. Krok pierwszy – zakończyć stare rozdziały

#Minimallife. Krok drugi – zadbać o przestrzeń i swoje granice

#Minimallife. Krok trzeci – magia słów „nie!” i „dlaczego?”

A gdyby tak odpuścić, gdy ktoś przeciąga linę?

Niech spływa! #12 oznak, że ktoś marnuje Twój czas

Jeżeli interesuje Cię filozofia minimalizmu, to kontynuuj zmiany z moją serią artykułów o MINIMAL LIFE. Kolejne już niebawem.

Dorota

Prawnik też człowiek - na poważnie i z humorem. Pomagam zaistnieć w konkurencyjnym środowisku branży prawniczej.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *