Czy zrobisz sobie krzywdę tylko po to by mieć rację?

by Dorota Leszczyńska

Czy zrobisz sobie krzywdę tylko po to by mieć rację?

Kiedyś na złość innym odmrażaliśmy sobie uszy, a będąc dorosłymi zdaje się, że podejmujemy o wiele bardziej radykalne kroki. Robimy samym sobie krzywdę, ale tym razem nie na złość innym tylko by coś udowodnić. Przeważnie jednak nie idzie za tym żadna nauka ani zahartowanie charakteru na przyszłe wyzwania. Chodzi o zupełnie inną podświadomą potrzebę.

Jaka to potrzeba? By pokazać jak świat jest zły. Jak inni potrafią krzywdzić i wpędzać nas na samo dno. Wytłumaczyć otoczeniu nasze porażki i błędy. Tak oto wikłamy się w skomplikowane relacje, które przecież tak ciekawie ubogacają nasze życie. A które w ostateczności nie są zupełnie tym, czego potrzebowaliśmy, by szczęśliwie żyć. Dzięki nim właśnie mamy wspaniałe usprawiedliwienie niepowodzeń za każdym razem.

Z uporem maniaka powtarzamy ten sam schemat. Ze złudną nadzieją wchodzimy w nowe, które tak naprawdę jest nam więcej niż znane. Tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu o tym, że świat jest tylko czarny i biały. Że nie ma innych odcieni szarości, a tym bardziej barw o różnych natężeniu i jaskrawości. Jakby codzienność była jednym z tych filmów z klasy B z podziałem na prawych i złoczyńców.

To samo działanie, ten sam rezultat

Ileż to razy słyszałam od prawników, z którymi współpracowałam, że przetestowali już wszystkie możliwe rozwiązania. Zainwestowali czas, pieniądze i energię w marketing prawniczy, a efektów jak nie było tak dalej nie widać. Ale zamiast zastanowić się nad swoją niską skutecznością lub błędnymi założeniami, szukają odpowiedzi na zewnątrz. I zaczyna się wtedy litania wyjaśnień, że konkurencja drastycznie zaniża ceny, a koniunktura jest fatalna. Że pozycje w rankingach się kupuje. Ponadto innym jest łatwiej, bo mają budżety na eventy i wielkie zespoły (jakby to zawsze miało znaczenie).

W tym momencie przychodzę ja. Cała na czerwono. A że szczerość i świadomość sytuacji cenię bardziej niż klepanie się po ramionach, nie przebieram w słowach. Wszystko po to, by uświadomić w końcu zainteresowanym jedną prawdę. Stałe powtarzanie tego samego z nadzieją na inny rezultat, nie zmieni rzeczywistości ani nie popchnie spraw do przodu.

Wciąż należy poddawać w wątpliwość swoją perspektywę, a także sposób postępowania. Gdy stoisz z założonymi rękoma czy godzisz się na paskudny los, robisz sobie większą krzywdę niż podejmując jakąkolwiek inną decyzję. Musisz próbować, uczyć się i słuchać tych, którzy są specjalistami w danej dziedzinie. Wyposażeni w arsenał wiedzy, faktów (nie mitów) i sprawdzonych strategii, możemy osiągać swoje cele. Niestety o wiele częściej zamiast do nich dochodzimy do etapu frustracji i rezygnacji.

Lustrzane odbicie

Dostajemy to, w co wierzymy – ta fraza idealnie nadawałaby się jako slogan jednego z mówców motywacyjnych. Mniemam, że gdzieś na świecie już ktoś wpadł na ten pomysł, zwłaszcza, że książka o przyciąganiu szczęścia, zdrowia i pieniędzy pt. „Secret” cieszyła się tak wielką popularnością. Magia przyciągani brzmi jak prosta recepta, tyle że mało kto stara się przeczytać ulotkę tego panaceum załączoną do opakowania.

W telegraficznym skrócie na czym polega główny problem. Chcemy miłości, intymności i wsparcia drugiej osoby, ale gdy spotykamy kogoś na swojej drodze, okazuje się, że sami nie potrafimy wykrzesać tego, czego tak pragniemy z drugiej strony. Natomiast druga osoba albo sama ma pewne ograniczenia albo nie jest w stanie przebić się w przez emocjonalną skorupę. Tak oto relacja kończy się fiaskiem, bo tylko w matematyce dwa minusy daje plus.

W życiu zawodowym jak i prywatnych wcześniej czy później należy zadawać sobie kluczowe pytania bez względu na to jak gorzkie miałyby być odpowiedzi. Dlaczego za każdym razem się dystansuję, gdy ktoś oferuje mi pomoc i wsparcie? Czy chcę być dalej z kimś, kto mnie nie słucha i nie jest obecny w moim życiu? Co chcę i mogę w życiu robić, skoro w obecnej pracy się wypalam? Pytania można mnożyć. Grunt by odpowiednio je sobie zadawać.

Możesz mieć zawsze rację, ale to nie rozwiąże problemu

Gdy spojrzysz na najbardziej wpływowych ludzi sukcesu dostrzeżesz przynajmniej jedną łączącą ich cechę. Zamiast szukać wymówek, szukają możliwości. O ile utyskująca postawa nie wymaga zbytniego przygotowania – wystarczy zwalić winę na złą pogodę, głupich klientów, nieodpowiedni moment bez podawania jakichkolwiek konkretów. O tyle zagłębianie się w zakamarki możliwości oznacza ciągłą pracę, analizę danych, burze mózgów, aby stworzyć strategię i ruszyć z działaniami.

Oczywiście, że możesz uważać, że masz pecha i przysłowiowy autobus zawsze ucieka Ci sprzed nosa. I będziesz mieć rację za każdym razem, gdy owy autobus odjedzie bez Ciebie. Ale możesz także popatrzeć szerzej. Wrócić uwagę na godzinę, o której wychodzisz. Czy nie zostawiasz wszystkiego na ostatnią chwilę. A także czy w ogóle ma to sens by dojeżdżać autobusem.

Zaspokojenie naszych wewnętrznych pragnień kosztuje. Bo skoro mamy mieć z czegoś korzyść, to idzie za tym również pewna zapłata. Czasem będą to pieniądze, a czasem nasz czas, uczucia, cierpliwość czy nadszarpnięte ego. To uczciwa zapłata, nie sądzisz? Nie będziesz żałować.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *