Przez żołądek do bólu d***. Dramat frustracji w trzech aktach

Fot. www.pexels.com

Wydawać by się mogło, że pokolenie 20- czy 30-latków nie powinno narzekać na żadne dolegliwości. Są w swoim najlepszym okresie życiowym. Mają energię i determinację, by zmieniać świat. Stają się częścią młodych, dynamicznych zespołów w wielkich korporacjach. Na pytanie, czy poprowadzą niewykonalny projekt, odpowiedzą: „A i owszem!”. Mają ideały. I do tego w nie wierzą. Tak samo jak w słowa o sukcesie. Na spotkaniach z guru biznesu są chłonni jak gąbka. Kupują książki o Elonie Musku. Chodzą na szkolenia motywacyjne. Będąc na etacie uczestniczą w kursach jak być niezależnym. Niby są aktywni, ale wciąż są w tym samym miejscu.

Akt I – Aktywna pasywność

Jest takie powiedzenie, że jesteś tym, co jesz. Gdy jesz regularnie śmieciowe jedzenie, to czujesz się jak kontener na wysypisku. Gdy masz odpowiednio dobraną dietę, to nie masz problemów trawiennych, za to stabilny nastrój i promienny wygląd. Ale jak dobrze wiemy, dieta to nie jedyny warunek bycia zdrowym. Do tego dochodzą jeszcze: ruch, wystarczająca dawka snu, niski lub umiarkowany poziom stresu, dobre relacje, środowisko, predyspozycje genetyczne, poczucie bezpieczeństwa czy szczęścia. Tak, aż tyle, a nawet więcej elementów składa się na zdrowie fizyczne i psychiczne.

Analogicznie jest w innych sferach życia. Samo karmienie głowy poradnikami o biznesie, nie uczyni Cię jeszcze przedsiębiorcą. Wałkowanie gramatyki angielskiego dniami i nocami, nie sprawi, że będziesz się płynnie posługiwał językiem. Dlatego problem aktywnej pasywności sprowadza się do tego, że pomimo otaczania się wiedzą i poświęcania ogromnych pokładów energii czy czasu, brakuje wymiernych efektów.

Skoro nie widać efektów, to co robi statystyczny człowiek? Pracuje ciężej, więcej, mocniej, żeby przebić niewidzialną barierę. W harmonogramie będzie dwa razy więcej nauki, afirmacji i myślenia życzeniowego. A efektów jak nie widać tak nie widać. Niestety to tak nie działa, że im więcej się czemuś poświęcamy, tym więcej uzyskamy. Zwłaszcza, gdy skupiamy się na jednym, często marginalnym zagadnieniu, zamiast patrzeć globalnie.

Akt II – Stagnacja

Przychodzi w końcu taki moment, że brakuje sił na wstawanie o 5:30, squasha przed pierwszą kawą, szeroki uśmiech do współpracowników czy przeczytanie jakiejkolwiek książki. Nawet martwy ciąg zdaje się odbierać Ci resztki życia, więc wmawiasz sobie, że odpisanie na maile nie może poczekać do rana, więc nie idziesz wieczorem na siłownię. Kolejny raz w tym tygodniu masz w nagrodę cheetday i zamawiasz pizzę na dowóz. Każdy dzień staje się taki sam. To co bywało wcześniej wyjątkową sytuacją, teraz jest regułą. Lenistwo było zakazane, a dzisiaj wdarło się w codzienność, tak samo jak nieustanne wyrzuty sumienia.

Jedni nazwą to wypaleniem, inni depresją, jeszcze inni normalizacją. Ten stan ujmę jednak bardziej ogólnie, bez wchodzenia w obszar zarezerwowany dla psychiatrów, odnosząc się jedynie do zastanej sytuacji. Stagnacja, zgodnie z definicją zawartą w słowniku języka polskiego, to brak ruchu, działania i zmian w jakiejś dziedzinie lub w czyimś życiu. Na tym etapie pasywność jest jak najbardziej widoczna, zwłaszcza w zestawieniu ze skrajnie ambitną postawą, która była wizytówką jeszcze tak niedawno.

Stagnacja pokazuje niezbicie, że motywacja wypływająca z zewnątrz (czytaj pracodawcy, rodziców, coachów) działa na krótką metę. Gdy jej zabraknie lub staje w opozycji z interesami danej osoby, to człowiek ma ogromne problemy z tym, żeby angażować się i wyjść poza niezbędne minimum. A wszystko dlatego, że tak naprawdę wciąż nie wie co nim kieruje, nie zdaje sobie sprawy ze swoich potrzeb i jaki cel mu przyświeca.

Akt III – Frustracja

Poczucie winy, o którym wcześniej wspomniałam, zaczyna zamieniać się w permanentny ból. Wszystko układa się nie tak jak powinno. Jakby po grudzie. Nie tak cukierkowo jak u innych na LinkedInie, Instagramie czy TikToku. Gdzie są pieniądze za ciężką pracę? Gdzie moja zgrabna sylwetka? Dlaczego mój partner / partnerka mnie tak rani? Frustracja przybiera na sile, a światełka w tunelu nawet nie sposób dostrzec. Sarkazm i narzekanie na innych staje się jedynym werbalnym ujściem tzw. bólu d***.

Pomimo tak negatywnego wydźwięku, konsekwencje frustracji mogą być właśnie przyczynkiem do sanacji. Bo jeżeli sięgniesz dna, to w końcu przyjdzie ten moment, że będzie zmuszony do zmian. Utrata pracy, rozstanie, a może wylądowanie w szpitalu w końcu zmotywują, by wyjść na powierzchnię.

Nic się nie zmieni jeżeli Ty tego nie zmienisz

Nikomu nie życzę odbijania się ze skrajności w skrajność, bo właśnie będąc w równowadze jesteśmy w stanie osiągać wiele. Życzę natomiast, by każdy z nas poznał siebie na tyle, by określić swoje cele, do których chce dąży oraz potrzeby, których zaspokajanie uczyni jego życie szczęśliwszym i satysfakcjonującym. Bo nie zrobi tego za nas żaden coach, mentor czy wróżka. Od tego bowiem zależy to, jak wygląda moje, Twoje, nasze życie, więc je kreuj i faktycznie działaj, by realizować swoje cele.

Dorota

Prawnik też człowiek - na poważnie i z humorem. Pomagam zaistnieć w konkurencyjnym środowisku branży prawniczej.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *