Zmienić to możesz majtki, ale nie drugiego człowieka

Fot. www.pexels.com

Kojarzycie malowanki z dzieciństwa. Z precyzją chirurga uzupełniało się je kolorami – takimi samymi jak te umieszczone na obrazku obok. Jedni cierpliwie odwzorowywali, a inni jednak wychodzili znacząco poza przyjęte ramy. I nie mówię w tym momencie o wychodzeniu za linię czy używaniu innych kolorów dla urozmaicenia. Mówię o tych, których mogłaby dumnie reprezentować moja koleżanka niedoli w szpitalnej świetlicy dla przedszkolaków. Ona się nie pieprzyła w konwenanse. Jak już brała kredkę to mazała nią z góry do dołu, z boku na bok i z ukosu, aż przebijała się na drugą stronę kartki.

Niektórzy mają rozmach. Chcą zmieniać wszystko i wszystkich. Przewracać do góry nogami każdą dziedzinę życia, a to dlatego, by świat się dostosował do ich wizji. Zupełnie jak Maximilien de Robespierre – czołowy przywódca rewolucji francuskiej, który ostatecznie skończył swój żywot pod gilotyną. Bo rewolucja trawi swoje dzieci i historia pokazuje, że czyni więcej złego niż dobrego. Giną niepotrzebnie zdrowi obywatele. Pojawia się strach, ale i brak szacunku wobec „innych”. Ludzie przestają sobie ufać. Natomiast poczucie zdobytej władzy odbiera resztki szczytnych idei.

Misja zmian

Powróćmy jednak do czasów nam bliższych i nieco mniej rewolucyjnych (zależy od perspektywy). Jesteśmy w stanie spersonalizować niemal każdy produkt czy usługę. Co tydzień pojawiać się w IKEI i kupować kolejne bibeloty, by aranżować na nowo mieszkanie. Zamawiając pizzę poprosić o kapary i gorgonzolę do Margerity. Z kręconych włosów zrobić proste i to na najbliższe kilka miesięcy. W zasadzie sky is the limit, a w praktyce granicą jest zasobność naszego portfela i możliwości czasowe.

To wspaniałe, że mamy aż takie możliwości. Niestety powyższy schemat coraz częściej zaczynamy stosować w relacjach. I już nie jest tak różowo. Zaczynają się przepychanki, bo jedna osoba ma MISJĘ ulepszenia tej drugiej. Skoro uważa, że druga połówka jest w stanie upadłości, narzuca jej jeden słuszny plan restrukturyzacji. I teraz upadły może się temu poddać albo zgłosić głośny sprzeciw. W pierwszym przypadku jest już na prostej drodze do bycia pantoflem lub amebą bez zdania. W drugim, w stanie wojny przeplatanej momentami zawieszenia broni.

Człowiek to nie projekt

Powiem to dosadniej. Człowiek przed nami nie jest projektem, z którego stworzymy swój ideał. Bo ich nie ma. Ani ja ani Ty nie jesteśmy idealni. Możemy oczywiście pracować nad sobą. Uczyć się nowych rzeczy i siebie każdego dnia. Rozwijać swoje mocne strony. Ale to nie zmienia faktu, że za rok będziemy kimś zupełnie innym. Skoro zmiana siebie jest taka trudna, to skąd się bierze ta misja błyskawicznej transformacji drugiej osoby?

Zmienianie innych przeważnie wynika z chęci sprawowania kontroli i potrzeby poczucia bezpieczeństwa. Gdy to my podejmujemy decyzje, mniej rzeczy może nas zaskoczyć. Lepimy samodzielnie świat dookoła i tym samym nikt się nie sprzeciwia, a wszyscy poddają. Wiadomo, jak będzie wyglądała przyszłość. Teoretycznie to sytuacja komfortowa, a tak naprawdę wpędza nas w kozi róg.

Przepychanki i zmiany na siłę powodują na pewno jedno. Zamiast ideału, dostajemy w darze ułamek człowieka. Docieranie w relacjach nie polega bowiem na tym, że odbieramy drugiej osobie kawałek po kawałku to, co ją dotychczas definiowało. Możesz wpisać w tą rubrykę: hobby, gust czy przyjaciół. Również docieraniem nie nazwałabym nieustannych wyrzutów, że zachowuje się inaczej niż tego oczekujesz. Przez docieranie rozumiem chęć wzajemnego poznawania, tworzenia czegoś wspólnego i coraz skuteczniejszego komunikowania. Doceniania tego, co druga strona może nam zaoferować.

Nie zmieniaj na siłę. Po prostu akceptuj albo uwolnij i idź dalej.

Dorota

Prawnik też człowiek - na poważnie i z humorem. Pomagam zaistnieć w konkurencyjnym środowisku branży prawniczej.

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Mam nadzieje, ze ten emocjonalny tytul zwroci uwage nauczycieli i nauczycielek, a takze dyrektorow, dyrektorek i organow prowadzacych (tak po prawniczemu mowi sie o miastach czy gminach, ktore zakladaja i prowadza szkoly) oraz rodzicow na powszechne lamanie praw czlowieka w szkolach. Bo uczniowie i uczennice to ludzie, ale – jak pisalam juz miesiac temu – szkoly czesto zachowuja sie, jakby prawa czlowieka w szkole nie obowiazywaly. W wielu szkolach za makijaz, kolczyk w nosie albo kilka w uchu, pomalowane paznokcie, pofarbowane wlosy – nawet na naturalny kolor (a co dopiero na zielony!), za dredy czy tatuaz uczniow i uczennice spotykaja szykany. Dostaja nagany, ujemne punkty z zachowania, slysza grozbe wydalenia ze szkoly za niepodporzadkowanie sie, otrzymuja uwagi, bywaja publicznie wysmiewani i wysmiewane przez nauczyciela, gdy ich wyglad nie odpowiada jego gustowi. Bywa nawet tak, ze szkola nie stworzyla w statucie obostrzen w tej sprawie, ale na przyklad matematyczka „nie zyczy sobie”, aby na jej lekcji ktos mial makijaz. Nakazuje wiec uczennicy natychmiast pojsc do toalety umyc twarz.

  2. xdxd pisze:

    Dzień dobry.
    Przepraszam, czy wcześniej nie komentował Pan postów na tym blogu jako Emmanuel Macron?

  3. PNL pisze:

    Pani Doroto. Gratuluję tytułu. Przyciąga uwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *