Gdyby miało nie być jutra tak właśnie bym zrobił – o filmie „Palm Springs”

Wciąż martwimy się o przyszłość. Co się stanie, jeżeli stracimy pracę i nie będziemy mogli spłacić kredytu? Czy on/ona mnie nie zdradzi i nie zostawi? Jak sobie poradzimy, gdy wydarzy się coś, czego się nie spodziewamy? To czasem silniejsze od nas, ale okazuje się, że więcej czasu poświęcamy na przyszłość niż na teraźniejszość.

A co by było, gdyby okazało się, że jutro nigdy nie nastąpi, a my będziemy stale odtwarzać ten sam dzień? Możemy pozwolić sobie na wszystko. Nie dosięgną nas konsekwencje dzisiejszych wyborów. Będziemy tak samo młodzi i beztroscy. Tyle że ta fantastyczna umowa ma pewien haczyć. Poznali go główni bohaterowie filmu „Palm Springs”.

Nyles (Andy Samberg) i Sarah (Cristin Milioti) poznają się na weselu. Jednak nie same okoliczności okazują się być wyjątkowe, tylko nonszalancja w wykonaniu Nylesa zakrawająca o dziwactwo, a także wydarzenia rodem z filmów science fiction. Bo w tym filmie połączono ze sobą komedię z elementami naukowej fantastyki. Nie żartuję.

Zapewne po takim wstępie już macie zamiar opuścić dalszą lekturę recenzji. Czekajcie! Już wyjaśniam. Nyles od bardzo dawna znajduje się w pętli czasowej, czyli odgrywa wciąż ten sam dzień. Dlatego zachowuje się zupełnie inaczej niż reszta gości, czym wzbudza zainteresowanie Sarah. Na jej nieszczęście również ona trafia do klubu roboczo przeze mnie nazwanego „Gdyby miało nie być jutra”. I od tej pory nasi bohaterowie codziennie budzą się w tym samym łóżku w Palm Springs w dniu wesela, niezależnie od tego czy udało im się gdzieś wyjechać i co się stało po drodze.

Oczywiście Sarah nie może zaakceptować tego stanu. Stara się za wszelką cenę znaleźć wyjście awaryjne, choćby miała być to śmierć w wyniku zderzenia z ciężarówką. Nyles uświadamia ją, że jej frustracja jest bezcelowa i pokazuje na czym polega cieszenie się chwilą. Jest zabawnie, lekkomyślnie, a czasem ryzykownie. Jednak nie ma to znaczenia, skoro jutro nie nastąpi i wszystko można powtórzyć. Jak się możecie domyślać wspólne doświadczenia sprawiają, że nasi bohaterowie stają się sobie coraz bliżsi.

„Palm Springs” to film, który pokazuje, że nawet rajska sceneria i miłe wydarzenia, to trochę za mało, żeby czuć satysfakcję z takiego przyjemnego życia. Sarah pragnie odzyskać swoje życie i iść do przodu. Natomiast Nyles przywykł do tego stylu cieszenia się chwilą i żonglowania tym, co przerobił na setki sposobów.

Te dwie postawy można z powodzeniem przyrównać do dynamiki wchodzenia w związki. Jedni chcą wejść na wyższy poziom znajomości i zaangażowania. Za to drudzy pragną by wszystko zostało tak jak do tej pory – niezobowiązująco i powierzchownie. Świetnie to oddano w filmie. Dlatego polecam go nie tylko ze względu na przezabawne sceny (śmieszące kobiety i mężczyzn), ale również niebanalne podejście do tematu komedii romantycznej.


’Palm Springs’ reż. Max Barbakow, gł. role: Andy Samberg i Cristin Milioti.

Źródło zdjęć i fotosów: www.filmweb.pl

Dorota

Prawnik też człowiek - na poważnie i z humorem. Pomagam zaistnieć w konkurencyjnym środowisku branży prawniczej.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *