A gdyby tak odpuścić, gdy ktoś przeciąga linę?

Frida Kahlo to meksykańska malarka znana z autoportretów, która na początku XX wieku poprzez swoją sztukę promowała prymitywizm i surrealizm. Jej prac nie da się pomylić z żadnym innym artystą. Często przemawia przez nie ból, żal i osamotnienie. Nie bez powodu. Na co dzień radosna Frida wykorzystywała sztukę do tego, by radzić sobie z cierpieniem, które ją spotykało. Poza nieszczęśliwym wypadkiem, poza poronieniami, był jeszcze ktoś, to rozdzielał jej serce.

Zakochała się w swoim nauczycielu i mentorze Diego Rivierze. Pomimo jego poligamicznej natury stworzyli związek – wprawdzie burzliwy, ale pełen namiętności, zazdrości, miłości i tygla innych emocji. Czara przelała się, gdy Diego wdał się w romans z Cristiną, czyli rodzoną siostrą Fridy. Dość! Pozostało już tylko jedno słowo – rozwód.

Niestety rozstanie nie trwało długo. Frida i Diego pobrali się ponownie. Czy coś się zmieniło na lepsze? Dalej się kłócili i nawet mieszkali osobno. Czy było warto tak niewspółmiernie cierpieć, by być właśnie z nim?

Frida Kahlo, Dwie Fridy, 1939 / cea + / flickr.com

Ulotne potrzeby

Dla każdego z nas, co innego jest wartością. Jedni potrzebują zrozumienia, inni podziwu, często zaopiekowania, a jeszcze inni poczucia bezpieczeństwa. Te potrzeby kształtują nasze postrzeganie języka miłości. Może właśnie tylko Diego potrafił wniknąć w skomplikowaną duszą Fridy? W końcu też był porywczym artystą, jak i ona. A może zawsze komplementował jej chili con carne? Albo w łóżku zaspokajał jak na wziętego i praktykującego kochanka przystało? Jedno jest pewne, tą tajemnicę ich toksycznego uczucia zebrali ze sobą do grobu.

Takich par jest wiele. Relacji, których atutem jest hedonizm połączony z masochizmem. Toksycznych więzi zależności. Emocjonalnego niewolnictwa i zarazem wyzwolenia od konwenansów. Romansów pozamałżeńskich. Przyjaźni z korzyściami po jednej stronie. Związków z wygody. Nie-związków niewygodnych. Bez względu jednak na porywy namiętności, szczęśliwych chwil i fascynację, warto spojrzeć na wszystko to, co znajduje się pomiędzy.

Co znajduje się pomiędzy?

Jak to mawia mój dobry przyjaciel, z każdej kobiety można wymalować ideał na wieczorne łowy, ale to ja będę widział jaka jest naprawdę o poranku. Wiele już doświadczył, więc wie o czym mówi (please, don’t judge him). Muszę przyznać, że ta wypowiedź, choć odnosząca się do wyglądu, ma bardzo uniwersalne zastosowanie. I wcale nie seksistowskie.

Lubimy kogoś za te malutkie cechy, uśmiech, ten błysk w oku i nagle zaczynamy ignorować to, w jaki sposób nas potrafi traktować. Jakbyśmy stracili trzeźwą ocenę sytuacji. Oczywiście tylko względem tej relacji, bo innym to my potrafimy powiedzieć: „Spadaj!”. Ten specjalny ktoś nie musi być jedynie adresatem strzały Amora. Przecież może być apodyktyczną matką lub narcystycznym ojcem, kumplem-narkomanem lub psychopatyczną szefową. Tacy ludzie są wszędzie. I ja ich spotykałam na swojej drodze. I mi zdarzało się być ślepą. Na szczęście do czasu.

Przeciąganie liny

Kojarzycie zawody z przeciągania liny z dwóch stron. Na środku między zawodnikami przeważnie jest jakiś rów lub zabłocona ziemia, by nadać dramaturgii rozgrywkom i ośmieszyć przegranego. Wróćmy zatem do naszej relacji ze specjalnym kimś. Stajemy po przeciwległych stronach i chwytamy linę z dwóch końców. Tyle że, ten ktoś szarpie tą linę i szarpie, a my nieświadomi zagrożenia podążamy w jego kierunku. Gdy się orientujemy, że zaraz wpadniemy do błota, specjalny ktoś luzuje linę, jakby nigdy nic. A my zamiast krzyknąć i z wściekłością rzucić tą liną, to z ulgą brniemy dalej w rozgrywkach. Przekładając tą brudną metaforę na życie, to po zdradach przychodzą setki róż, po tygodniach ciszy dzwoni telefon, po obrazach podczas kłótni pojawia się uroczy uśmiech. I tak w kółko, jak katarynka. Można oszaleć, prawda?

Przeciąganie liny to oznaka braku szacunku do drugiej osoby, traktowania jej przedmiotowo, manipulowania z myślą o swojej korzyści. Naprawdę chcesz brać udział w tej grze, czy po prostu spasować – poszukać prostszych relacji opartych na wzajemności i równości? Decyzja należy do Ciebie.


Przeczytaj poprzednie artykuły: 

#Minimallife. Krok pierwszy – zakończyć stare rozdziały

#Minimallife. Krok drugi – zadbać o przestrzeń i swoje granice

#Minimallife. Krok trzeci – magia słów „nie!” i „dlaczego?”

Jeżeli interesuje Cię filozofia minimalizmu, to kontynuuj zmiany z moją serią artykułów o MINIMAL LIFE. Kolejne już niebawem.

Dorota

Prawnik też człowiek - na poważnie i z humorem. Pomagam zaistnieć w konkurencyjnym środowisku branży prawniczej.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *