Życie serialami tworzonymi przez innych

Każdy z nas jest reżyserem serialu pt. „Moje życie”. Nie wszyscy jednak za swoje dzieło mają szansę dostać nagrodę Emmy i w konsekwencji budzić zainteresowanie widzów ślepo podążających za nowymi odcinkami. Rzesza ludzi bierze udział w codziennej telenoweli, która nie przynosi ekscytacji, zmian i emocji, lecz monotonną stagnację. To znudzenie swoim życiem skłania do zainteresowania się serialami, nie tyle znanymi z Netflixa, co sąsiedzkiego podwórka, gazet poświęconym celebrytom czy opowieści znajomych. Tobie również się zdarza żyć serialami tworzonymi przez innych? Czy jednak skupiasz się na swoim serialu?

Może to już znasz. Spotykasz się z kimś na kawę, opowiadasz o sobie, pytasz, co się zdarzyło u drugiej osoby przez czas kiedy się nie widzieliście i przychodzi taki niezręczny moment. Zamiast dzielić się swoim życiem i przemyśleniami, pojawia się temat innych osób. Ale żeby to jeszcze w kontekście aktualizacji danych, to nie. Rozmowa nabiera rozpędu. Nie nazwałabym tego zatroskaniem o losy innych, ale bezczelnym obrabianiem części ciała, którego słońce nie widzi przez większość roku. Wychodzą na wierzch wszelkie tajemnice, domysły, krytyka i śmieszność tych innych. Moralizatorski ton znany pogadankom wziętych z zebrania rady rodziców prowadzi do wydania nie jednego wyroku na nieobecnych w trybie zaocznym. Tak przyjemnie i łatwo jest przecież być sędzią w nie swojej sprawie. Im jestem starsza, tym bardziej krew mnie zalewa, gdy jestem wciągana do rozmowy polegającej głównie na tym, że obgaduje się innych. Rozpruwają mi się wręcz tętnice, gdy druga osoba ujawnia to, co powinna była zachować w sekrecie lub gdy wciąga mnie w swój zazdrosny i zawistny świat. Może to jest podświadome, że dystansuję się wobec takich rozmówców i nie chcę się dzielić swoimi sprawami, bo wiem, że nie będę mogła liczyć na dyskrecję, a przede wszystkich na przyzwoitość po tym jak się odwrócę.

Ocenianie innych bez wchodzenia w czujesz buty przynosi niewytłumaczalną satysfakcję. Nie trzeba przeżywać i doświadczać określonych sytuacji, by się do nich odnieść i skrytykować. Nieznane jest uczucie porażki, zmęczenie, złość, zniechęcenie, osamotnienie, zmieszanie, irytacja, ale również radość, ekscytacja, miłość, podniecenie czy rozanielenie. Jedno, co zostaje, to nerwowa ciekawość z nutką zażenowania. W oczy kują fakty (często zniekształcone przez efekt gumowego ucha), do których można dopowiedzieć każdą możliwą historię wraz z motywami działań i ich skutkami. Ludzie widzą nowy samochód na podjeździe sąsiada i zastanawiają się, skąd wziął pieniądze na jego zakup. Zadbanej kobiecie o nienagannej figurze zarzucają brak piątej klepki tylko dlatego, że ktoś kiedyś coś tam o niej powiedział i już tak się utarło. A znajomy dostał awans na pewno dlatego, że obijał się przez cały rok. Droga Koleżanko i Kolego, którzy porównujecie się z innymi, to przecież taka niesprawiedliwość, że jesteście biedni, grubi, brzydcy i nikt Was nie lubi. Absolutnie się z Wami zgadzam. Nieszczęściem człowieka są właśnie: lenistwo, brak samodyscypliny, bierność i zamknięcie. To inni maja szczęście, że nie są obarczeni tymi defektami co Wy pokrzywdzeni przez zły los. Czy jestem okrutna wypowiadając te słowa? Oczywiście zgodnie z zasadą oko za oko, ząb za ząb. Czy ktoś brał pod uwagę i widział, gdy wstawałam o świcie czując za każdym razem zakwasy na całym ciele, gdy czytałam podręczniki prawnicze przez pół nocy, gdy marzłam codziennie na dworcu czekając na autobus do domu, gdy poświęcałam dziesiątki godzin na to, by napisać kilkustronicowy artykuł, gdy przeznaczałam swój poranek na zadbanie o makijaż, ubiór i wygląd, gdy pracowałam przed monitorem przez 12 godzin 7 dni w tygodniu, by ujrzeć w końcu efekty mojej pracy, gdy poznawałam nowe osoby i uczyłam się łapać z nimi wspólny język pomimo trudności. Wiem z czym wiąże się podjęta przeze mnie droga i jestem w pełni świadoma pojawiających się minusów. Może dzięki temu jest mi łatwiej stawać się adwokatem nieobecnych, którzy nie mogą obronić się przed atakami obgadujących ich osób. Ale tak naprawdę wcale nie chciałabym przyodziewać togi w czyjejś sprawie, zarówno jako oskarżyciel jak i obrońca. W moim życiu naprawdę sporo się dzieje i najbliższe mi otoczenie jest dla mnie najważniejsze.

Stąd pojawia się mój apel, którym pragnę podzielić się ze światem. Druga Koleżanko i Kolego, zamiast zajmować się oglądaniem i analizowaniem seriali tworzonych przez innych, zajmijcie się układaniem swojego scenariusza. Spożytkujecie swoją energię o wiele bardziej produktywnie, gdy zaczniecie inwestować w siebie. I wtedy dopiero dowiecie się, że to, co było Wam tak łatwo krytykować, zmusza do poświęceń i stawienia czoła wymagającym sytuacjom.

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Piotr napisał(a):

    Niestety, życie czyimś życiem to polskie piekło. A raczej Piekiełko. Nie nauczono nas w życiu biznesu, nie nauczono nas w życiu dobrego traktowania człowieka (bliźniego) pomimo, że jesteśmy, może poruszę temat niewygodny, krajem katolickim.
    I cóż z tego?
    No właśnie, co z tego wynika?
    Jak widać niewiele. Osądzanie i maruderstwo jest naszym jakimś dziwnym polskim sportem, z którym się absolutnie nie zgadzam.
    Może to jest tak, że ludzie mają dzisiaj „chleba i igrzysk”, przy czym te igrzyska to właśnie telewizja. W niej za to mnóstwo, z tego co słyszę telenoweli.
    Nie mam czasu ( mój świadomy wybór ), nie oceniam.
    Wieczorem ocenić mogę tylko i włącznie siebie. Czy ten dzień był dniem dla mnie efektywnym czy efektownym.
    Reżyserem tego życia, tego swojego życia, jestem tylko i wyłącznie sam osobiście. Bardzo podoba mi się ten wpis trafia w takie Sedno naszego życia. Pozdrawiam.

    • admin napisał(a):

      Piotrze, to bardzo mądre co piszesz. Obawiam się, że zaglądanie w przysłowiowe cudze gary jest nie tylko przywarą Polaków. Obecnie promuje się na całym świecie następujący wzorzec – wąskiego grona osób obserwowanych i rzeszy followersów. Druga grupa komentuje, ocenia i przezywa sytuację obserwowanych. Kanapowe społeczności rozwijają się w zastraszającym tempie i w pewnym momencie rodzą frustrację, a przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości . „W końcu oni mają wszystko, a ja jestem w tym i tym miejscu”.
      Chciałabym, aby coraz więcej osób było świadomych, że może zmienić swoje życie bez potrzeby oglądania się na innych. Każdy jest wolny w swych wyborach, więc jeżeli nie rani innych i nie narusza niczyjej wolności, może układać swoje życie jak mu się podoba.
      Dziękuję Ci Piotrze ogromnie za Twój głos. Cieszy mnie, że mój wpis Ci się spodobał. Również pozdrawiam.

  2. Stały czytelnik napisał(a):

    Szanowny Panie Piotrze

    Niestety Pański wpis jest bardzo chaotyczny i bełkotliwy, a przez to niezrozumiały. Brzmi niczym mój serdeczny kolega Emmanuel po ośmiu piwach i ćwiartce wódki. Niby chce Pan coś przekazać, ale nie bardzo wiadomo co. Chyba sam ma Pan problem ze określeniem celu swojej wypowiedzi.
    To, że Polska jest krajem katolickim nie jest niewygodnym tematem, lecz faktem, który nie podlega dyskusji.
    Skoro ma Pan problem z Polską, Polakami i szeroko pojętą „Polskością”, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby opuścił ten kraj. De facto swoim wpisem zaprezentował Pan „osądzanie i maruderstwo”, którymi to Pan niby gardzi.
    Niniejsza strona zawsze wyróżniała się merytorycznym poziomem komentarzy, który to poziom zaniżył Pan swoją wypowiedzią.
    Apeluję o zastanowienie się nad swoim zachowaniem w Internecie i rzeczywistości.

    Z wyrazami szacunku
    Stały czytelnik

  3. Piotr napisał(a):

    Panie Stały Czytelniku…
    Znowu ocena. Może tak warto nie być częścią społeczeństwa anonimowego?
    Nawet nie wiadomo do kogo odnosić się.
    Rozumiem, iż mój poziom jest absolutnie za „ niski” w toku ( bądź haosie ) wypowiedzi. Skoro mam tylko podstawowe wykształcenie to mam za to być karcony???
    Dlaczego zatem za pomocą anonimowości jesteśmy aż tacy odważni, a gdy mamy wypowiedzieć się publicznie jako Jan Kowalski, to nas paraliżuje strach?

    To jest właśnie smutne… nie będę dalej odpowiadał, bo temat rzeka w szczególności po ośmiu piwach 🙂

    Z wyrazami szacunku dla każdego czytelnika
    Piotr Jabłoński