Jesteś tym, co jesz

Mało kto jest mi w stanie uwierzyć, że nie tęsknię za jeszcze ciepłą, chrupiącą, pszenną bułką albo za komercyjnymi pieguskami ze sklepu, które aż błagają, aby je spałaszować do ostatniego okruszka. Większość wręcz uważa mnie za dziwoląga, który na pewno odmawia sobie przyjemności i żyje w kieracie diety. Jeżeli nie chcesz poznać prawdy na temat moich nawyków żywieniowych, mojego sposobu odżywiania i jego wpływu na moje życie, to radzę byś nie czytał już dalej tego artykułu. A jeżeli chcesz wiedzieć, co w praktyce oznacza „You are it, what you eat!”, to poświęć tą chwilę i zastanów się nad tym, czy nie powinieneś zmienić czegoś w swoim stylu odżywiania.

 

Zacznę od tego, że obecnie się nie katuję jedząc w taki, a nie inny sposób. Śmieszy mnie nawet to, że ludzie spoglądając na mnie sugerują mi, że się głodzę lub wyliczam każdy gram jedzenia. Moi przyjaciele i rodzina mogą potwierdzić, że potrafię zjeść ogromne porcje i to wielokrotnie w ciągu dnia. W czym zatem tkwi sekret? W tym, co codziennie, a nie tylko od święta, trafia na mój talerz i jak często. Umiejętnie zadbałam o dobór odpowiednich produktów i zmianę nawyków, by podkręcić swój metabolizm. Nie ukrywam, że to była seria świadomych decyzji, nauki o żywieniu, nieustannej walki z toksycznymi przyzwyczajeniami, małych zwycięstw, większych klęsk (zwłaszcza w skonfrontowaniu z wątróbką, którą o dziwo polubiłam po 20 latach), aby doprowadzić do zmian na jakich mi zależało. I jestem z tego dumna, że zmieniłam swój styl odżywiania na tyle, że czuję się sama ze sobą dobrze. W konsekwencji w odstawkę poszło pieczywo, gotowe ciastka i przegryzki oraz zapychające, przetworzone i pełne konserwantów jedzenie. Nauczyłam się czytać etykiety i stawiać na wartościowe składniki. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez mięsa, ryb, nabiału, kasz, warzyw i owoców. Natomiast wyobrażam bez pszenicy czy gotowego pasztetu, który w swoim składzie ma całą tablicę Mendelejewa. Jem 3-4 duże posiłki dziennie, a do tego 2 przekąski. Dbam o regularność posiłków, by jeść co 3 godziny, dlatego zawsze uwzględniam w swoich planach porę posiłku, a do torebki pakuję coś na ząb. Nie objadam się na wieczór i zawsze funduję sobie sycące śniadanie, które da mi energii na poranek. Na co dzień piję głównie wodę niegazowaną, dwie lub trzy kawy dziennie albo po prostu mleko. Soki i alkohol piję sporadycznie na spotkaniach z najbliższymi. Gdy mam ochotę na coś słodkiego to przeważnie sięgam po owoce, a jeżeli chodzi o słodycze, które mogę kupić w sklepie, to decyduję się na gorzką czekoladę (min. 70% kakao), chałwę albo sezamki. Od czasu do czasu piekę domowe słodkości, które są bezglutenowe i bogate w błonnik. Staram się jak najwięcej potraw przygotowywać sama, ale nie jestem typem kucharki sterczącej pół dnia w kuchni, więc poświęcam na to maksymalnie 20 minut. Potrafię też planować posiłki i przygotowywać je z wyprzedzeniem. Lubię, gdy na talerzu jest kolorowo, smacznie i dostatnie. Moja dieta nie jest odmierzona co do kalorii, bazuje na trzech elementach – proteinach, tłuszczu i węglowodanach, zakłada chwile słodkiej przyjemności, wprowadza swobodę i freestyle tworzenia dań. Wydaje mi się to teraz takie proste i oczywiste, a jeszcze kilka lat temu testowałam wiele eliminacyjnych i restrykcyjnych diet, które zamiast mi pomagać (głównie w schudnięciu), to mnie niszczyły. Sprawdziłam na sobie, że produkty odtłuszczone, drastyczne ograniczanie węglowodanów czy przesadne skupianie się na jednym produkcie, to totalna bzdura. Ani nie czułam się zdrowa ani usatysfakcjonowana, z tego jak wyglądam.

Wcale nie muszę się w ten sposób się odżywiać i podporządkowywać się tym regułom. To są wypracowane przez lata nawyki żywieniowe, które chcę kontynuować, bo wiem w jaki sposób wypływają na jakość mego życia i moje zdrowie. Dlaczego mam znowu wrócić do punktu wyjścia, skoro obecny styl odżywiania mi służy… Zatem pora odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób mi służy i co tak naprawdę mi to daje? Postaram się wypunktować efekty przedstawionego wyżej stylu odżywiania na moje życie, aby było to lepiej widoczne.

1. Mam energię do pracy i aktywnego spędzania wolnego czasu, bo cyklicznie dostarczam mojemu organizmowi wartościowego paliwa.

2. Nie wiem, co to dotkliwy głód. Głód nie kieruje moimi wyborami, bo wyprzedzam go jedząc regularnie.

3. Mam dobre i stabilne samopoczucie, bo nie doprowadzam do skoków poziomu cukru we krwi. Takie wahania sprawiają, że raz jesteśmy w euforii, a raz odczuwamy przygnębienie.

4. Praktycznie nie choruję – ostatnio poważnie zachorowałam na grypę w listopadzie zeszłego roku. Moją odporność zawdzięczam m.in. różnorodnej diecie.

5. Moje kubki smakowe przywykły do nowych smaków i są gotowe na poznawanie jeszcze więcej.

6. Nie martwię się o swoją figurę i czuję się dobrze w swojej skórze. Mam naturalne wahania wagi w ciągu miesiąca –  ani nagle nie tyję ani nie chudnę.

7. Kupuję z głową. To jak wygląda moje odżywianie, wynika z tego, co wrzucam do koszyka podczas zakupów.

8. Czuję się dobrze po posiłku. Nie boli mnie brzuch, nie odczuwam zgagi ani innych dolegliwości.

9. Nie objadam się, bo nie traktuję jedzenia jak pocieszyciela, więc nie mam poczucia winy, gdy coś zjadłam.

10. Nie żyję by jeść, lecz jem by żyć. Nie myślę bez przerwy o tym, co bym teraz zjadła, więc mogę skupić się na swoich sprawach. W końcu i tak zaraz zaliczę porę posiłku, więc za czym mam tęsknić.

11. Mam siłę, by ćwiczyć i uprawiać sport.

12. Wcale nie czuję się ograniczona. Nie cieknie mi ślinka na widok produktów, które mi nie służą, dlatego że przestałam je jeść i polubiłam zupełnie co innego.

13. Nauczyłam się odmawiać i wsłuchiwać w swoje potrzeby. Nie muszę czegoś zjeść tylko dlatego, że ktoś inny nalega albo, że tak wypada. W końcu każdy odpowiada za siebie, swoje zdrowie i samopoczucie.

14. Wypracowałam silną wolę, dzięki której nie tylko w obszarze odżywiania zmieniłam swoje nawyki.

***

Na przestrzeni lat wprowadzałam małe, stopniowe zmiany w moim odżywianiu i próbowałam naprawdę wielu sposobów, by zawalczyć o lepszą siebie. Uważam, że im bardziej zadbamy o zdrowe odżywianie, tym więcej będziemy mogli wycisnąć z życia. Jeżeli jemy byle co, to czujemy się byle jak. Natomiast, jeżeli postaramy się pójść o krok dalej i nauczyć się dobrego dla naszego zdrowia stylu odżywiania, to zaczniemy czerpać garściami z życia, staniemy się kimś innym i poczujemy nową energię.

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Klikklik napisał(a):

    Funkcjonuje wiele srodków na krótkie odchudzanie. Samym z nich sa cwiczenia, które wazna w klimatu dokonywac w palacu. Jesli bedziemy zatrudniac sie treningów i diety, w piekielnie bliskim tempie zobaczymy ze polskie cialo pozbywa sie tluszczu.