Szpitalne absurdy

635024041640590484

Opuściłam już szpital i właśnie teraz doceniam życie „na wolności”. Doszłam do wniosku, że muszę się podzielić tym, co zastałam w publicznym szpitalu. Ostatni raz byłam hospitalizowana jako dziecko – 15 lat temu, dlatego tak bardzo rażą mnie warunki, w jakich pacjenci muszę przetrwać ten ciężki czas choroby. Przedstawiam moją listę absurdów, z którymi trudno się pogodzić i zrozumieć.

JEDZENIE

Porcje są rzeczywiście skromne. Gdyby nie dodatkowo dokarmianie mnie domowym jedzeniem, chodziłabym głodna. A i tak schudłam 3 kilogramy w ciągu 10 dni…

Porcja białka jest mikroskopijna w porównaniu z węglowodanami, a przecież białko jest podstawowym budulcem nowych komórek. Jedzenie w szpitalu dodaje minimalnej energii, ale nie pełni funkcji regenerującej. Mogę się założyć, że w pulpetach 2/3 objętości zajmowała kasza manna.

Warzywa i owoce dostają jedynie diabetycy (chorzy na cukrzycę). Czasem do obiadu dorzucane są jakieś śladowe ilości surówek czy gotowanej marchewki.

Nie ma sztućców… Tego w żaden sposób nie rozumiem. Cud, że znalazł się dla mnie kubek.

Niemal codziennie podawano do obiadu czarne ziemniaki. Nikt ich nie jada, bo grozi to zatruciem, mimo to lądowały one na talerzach pacjentów. Każda knajpa byłaby od razu zamknięta za takie coś. Pytam się: gdzie jest SANEPID?

WARUNKI „LEŻAKOWANIA”

Łóżka i szafki są jak elementy kilku serii lego. Czasem łóżka się bujają, materace uwierają, a szafki trudno otworzyć.

Pacjenci leżący na korytarzach i to nie przez jedną noc. Zero spokoju i intymności, które należą się każdemu choremu. Na szczęście trafiłam na salę, ale…

Sale chorych przystosowane są do mniejszej liczby łóżek. W mojej było sześć, a stanowisk z panelem ściennym było pięć, dlatego ostatnie łóżko gnieździło się przy umywalce.

Notoryczne problemy z czystą pościelą i poduszkami. Dopiero gdy wychodziłam ze szpitala  zmieniono pościel (poplaminą w wielu miejscach już na samym początku przez transfucje krwi), ponadto w mojej sali jedynie na dwóch łóżkach z sześciu leżały szpitalne poduszki.

CZYSTOŚĆ I HIGIENA

Teoretyczna segregacja śmieci oznacza w praktyce wrzucanie wszystkich możliwych odpadów do dwóch stojących obok siebie koszy z napisami: papier i szkło. Pic na wodę dorzuca jedynie pracy salowym.

Sprzątanie łazienek (zwłaszcza posadzek) mało pomoże skoro remontu nie było tam od 30 lat.

A’propos łazienek – koedukacja, która krępuje nie tylko kobiety. Była jedna wspólna łazienka, jeden prysznic w toalecie damskiej i mniemam, że też w męskiej. Ale lusterko wisiało wyłącznie w łazience, także męzczyźni czatowali , żeby się ogolić, a kobiety, by odświeżyć twarz i się uczesać.

BEZPIECZEŃSTWO

Trzeba pilnować swoich rzeczy, bo złodzieje kręcą się pod pozorem odwiedzin. Pamiętacie w jakich okolicznościach zginął Rysiek z „Klanu”?

Na oddział specjalistyczny jak interna trafiają również pacjenci (delikatnie mówiąc) o zaburzeniach psychicznych czy intelektualnych. Jednej kobiety rzeczywiście się bałam, bo była nieobliczalna. Dodatkowa dawka stresu chyba nie jest wskazana w przypadku osób chorych.

***

Może znalazłam się w niewłaściwym czasie i niewłaściwym miejscu, bo w szpitalu budowano nowe skrzydło. Mój oddział odbiegał znacznie od standardu jaki zastałam na nowoczesnym Szpitalnym Odziale Ratunkowym. Nie mogę narzekać na personnel i lekarzy, którzy przebadali mnie w możliwie najszerzym zakresie. Jednak moje doświadczenie to gorzki obraz naszej publicznej opieki zdrowotnej w szpitalach. Dlaczego na jednego więźnia przypada więcej pieniędzy niż na jednego pacjenta? Dlaczego zatrzymany przez policję ma prawo zadzwonić do adwokata, a ja nie mogłam skontaktować się przez wiele godzin z bliskimi przebywając na SOR? Pozostawiam to bez odpowiedzi.

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba