Gorzki „Słodki koniec dnia”

Można to nazwać kryzysem wieku. Nadchodzi bowiem moment, w którym okazuje się, że masz już wszystko, o co zabiegałeś – sukces zawodowy, kochającą rodzinę, dom w raju, spokój, szacunek i podziw innych. Zastygasz, bo nie masz już do czego dążyć, po prostu żyjesz i zaczynasz przypatrywać się temu, co dzieje się na około. Denerwują Cię konwenanse, zakazy i nakazy. Irytuje Cię wizja stagnacji, więc dokonujesz zmian, by robić rzeczy, które jak dotąd nie przystawały. Żonglujesz swoim życiem jak główna bohaterka Słodkiego końca dnia” najnowszego filmu Jacka Borcucha. Poznajcie jej dekadencką drogę przed siebie.

Poznajcie poetkę Marię Linde (Krystyna Janda), która jest Polką żydowskiego pochodzenia, ale od 30 lat mieszka w słonecznej Toskanii. Pierwszy powód do zazdrości. Zdobyła Literacką Nagrodę Nobla. Powód numer dwa. Ma kochającego męża, poukładaną córkę, urocze wnuki. Kolejny w kolekcji punkt za rodzinę. Lokalsi z miasteczka ją uwielbiają i pragną wręczyć jej honorową nagrodę, a dziennikarze pytają o wywiady. Szaleństwo. Do tego romansuje z młodym, przystojnym imigrantem, który mógłby być jej synem i pędzi swoim nowiutkim cabrioletem w stronę niczego. Jest przyjemnie, a nawet bardzo, ale do pewnego wydarzenia, w którym artystka Linde odkrywa karty. Wyrzuca z siebie cały żal na nietolerancję, zrzuca się ze świecznika przykładu, przez co poznaje na własnej skórze czym jest ostracyzm. Płaci ogromną cenę za swój indywidualizm i nieposłuszeństwo.

W zasadzie mam dwie kontrastujące ze sobą refleksje po obejrzeniu tego filmu. Pierwsza to podziw dla nonszalancji i działania w zgodzie ze sobą, bez względu na to co uważają inni. Janda w ciemnych okularach, z papierosem w ręku i z głową pełną nieszablonowych zachowań urzeka jak obietnica zbliżającego się końca bez jutra. Druga refleksja sprowadza się do konsekwencji jakie ponosi bohaterka, jej najbliżsi, jej otoczenie i jak ogromny wpływ na opinię publiczną mają jej słowa czy zachowania. Żyje w społeczeństwie, a jakby chciała się od niego odizolować. Pragnie je zmieniać, jednocześnie odgradzając się od niego zasiekami. Zło nazywa sztuką, więc sama staje się ofiarą swego dzieła.

„Słodki koniec dnia” tylko z pozoru wabi nas słodyczą krótkotrwałej przyjemności i pięknymi plenerami cudownej Toskanii, aby poznać gorycz skrytą między kwestiami zajrzyjcie do kina.

„Słodki koniec dnia” reż. Jacek Borcuch, gł. role: Krystyna Janda, Kasia Smutniak, Vincent Riotta

Źródło zdjęć i fotosów: www.filmweb.pl

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *