Im dłużej analizujesz, tym więcej tracisz

Mieliście czasem tak, że ktoś ze znajomych rzucił pomysł wyjazdu na weekend, bo pojawiła się jakaś świetna okazja kupienia biletów za połowę ceny. W pierwszej chwili wszyscy ochoczo przytaknęliście a nawet tworzyliście listę tego, co koniecznie musicie zwiedzić i spróbować. Jednak, gdy przyszło dogrywać szczegóły, nagle okazało się, że jedni grymasili na kiepski termin i usprawiedliwiali się obowiązkami, inni nagle nie mieli na taki wyjazd pieniędzy lub woleliby inny kierunek, a pozostali solidarnie wycofywali się z wyjazdu, skoro reszcie to nie pasuje. I taki właśnie schemat pojawia się nagminnie podczas wdrażania projektów, dokonywania zmian w firmie czy inicjowania wszelkich innych aktywności. Jak to się dzieje, że coś co w pierwszym odruchu jest tak pozytywnie przyjęte, nagle traci zwolenników i odbiera zapał do wykorzystania okazji jaka się nadarza?

Sabotujesz samego siebie

Z przykrością muszę stwierdzić, że sabotażystą każdego z nas jest on sam. Oczywiście jak każdy będziesz oceniał sytuację z różnych stron, ale do czasu. Zakotwiczysz swe myśli na jednej alternatywie i wyspecjalizujesz się w szukaniu jak największej ilości argumentów przemawiającym za przyjętą przez Ciebie tezą. Skoro zatem będziesz twierdzić, że jesteś przepracowany i zajęty, to zaraz powołasz się na obowiązki w pracy, chore dzieci, kursy, remonty, delegacje, gotowanie dla całego wojska, codzienne sprzątanie i ratowanie świata przed zagładą. Przekonasz nie tyle innych, co i samego siebie. Wmówisz sobie, że jesteś brzydki, głupi i nie masz pewności siebie, a zaręczam, że zaczniesz te osądy na swój temat urzeczywistniać swoją postawą. Do czego zmierzam to to, że każdy z nas lubi utwierdzać się w przekonaniu, bo to porządkuje nasz świat, co nie zawsze rodzi dobre konsekwencje. Jednak pocieszające jest to, że właśnie my decydujemy o tym, od jakiej wartości początkowej zaczynamy.

Oddalasz się od celu zamiast przybliżać

Z jednej strony ludzie mają swoje wyśnione marzenia, a z drugiej strony bach! wskazują jak bardzo to jest nieosiągalne w ich sytuacji, zamiast pomyśleć o tym, co mogą zrobić, by to osiągnąć. Negują jakiekolwiek powodzenie. Stawiają siebie od razu na przegranej pozycji. Wmawiają, że nie dadzą rady, nie mówiąc już o tym, że warunki zupełnie nie sprzyjają. Skoro nawet marzenie o locie w kosmos dzięki niepokornemu Elonowi stanie się realne dla całej ludzkości, to chociażby schudnięcie 5 kg jest jak najbardziej możliwe. Gdyby moja Babcia żyła i słyszała od sprawnego, zdrowego człowieka, przed którym świat swoi otworem takie utyskujące brednie, to z pewnością głośno by na niego krzyknę, żeby przestał się nad sobą w końcu użalać i zrobił coś ze sobą. Oczywiście o wiele łatwiej jest się usprawiedliwiać, wymyślać historie i nie brać odpowiedzialności za ewentualną porażkę, niż zaplanować konkretne działania i wykonywać je konsekwentnie punkt po punkcie. Chyba jednak lepiej przemęczyć się przez chwilę, by spełnić swoje marzenie niż żyć w nieustającej frustracji i w poczuciu żalu. Przynajmniej ja tak uważam.

Boisz się zmian i zaangażowania w proces

Ale, ale! Wymówki to jedno. Drugie to obawa przed szeregiem zmian, które czekają. Zaburzenie obecnego ładu (c#ujowo stabilnie) to nie jest coś, co wielu osobom przychodzi z łatwością. Powtarzalność i rutyna jest wygodna, a przede wszystkim przewidywalna, czyli nie rodzi tyle stresu, co stawanie w niekomfortowej sytuacji. Poza tym bardziej utożsamiamy się z tym, co znamy. Ponoć lubimy piosenki, które już wcześniej słyszeliśmy. Dlatego, mimo że po wielokrotnym przesłuchaniu nawet Despasito wychodziło bokiem, to i tak w klubach ludzie szaleli na parkiecie od pierwszych nutek piosenki.

Zmiana wymaga podjęcia decyzji i zaryzykowania. Jednak możesz nie chcieć angażować się w coś, czego efektów końcowych nie jesteś pewien. Podobnie jest w sprawach sercowych. Jesteś kimś zauroczony i pod ogromnym jej wrażeniem, ale z czasem dochodzą do Ciebie wątpliwości i się wycofujesz z pogłębiania relacji. Boisz się zaangażowania ze względu na wcześniejsze doświadczenia. Obawiasz się odpowiedzialności za drugą osobę i tego, że w jakiś sposób może Cię zmienić na gorsze. Strach ma różne oblicza, ale to nie znaczy, że mamy mu się poddawać i rezygnować z próbowania.

Dążysz do utrzymania obecnego stanu zasobów

Zabrzmiało dość naukowo, ale zapewniam, że to bardzo banalne zjawisko. Jeżeli miałbyś do wyboru własnoręcznie ubić koguta na rosół gdzieś 100 km za miastem w środku zimy a kupić gotową tuszkę bez piór i wnętrzności w pobliskich delikatesach, to co byś wybrał? Zapewne większość z nas poszłaby na łatwiznę i kupiła surowe mięso, co tylko potwierdzają nasze codzienne zakupy. Ludzie idą po najmniejszej linii oporu i będą oszczędzać siły do momentu, aż zostaną przyparci do ściany. Jeżeli mają blisko sklep to tylko już naprawdę zbyt wysokie ceny, opryskliwa obsługa lub ewidentnie słaba jakość towarów mogą skłonić do kupowania gdzieś dalej produktów pierwszej potrzeby. Lenistwo jest w nas zakodowane, ale podczas dorastania po to uczymy się dyscypliny i trenujemy silną wolę, abyśmy jednak tą słabość w sobie zwalczali. Dlatego pomimo wewnętrznego sprzeciwu lenia, który mówi „nie chce mi się!” podczas wstawania o poranku, zmywania podłogi czy wyprowadzania psa, jakimś cudem te czynności robimy. Lenistwo wbrew powszechnej opinii nie dotyczy wyłączenie obowiązków, ale każdej aktywności. Dlatego niektórych tak trudno wyrwać z ulubionej kanapy, nawet jeżeli zaoferujesz im same przyjemności – w końcu będą musieli, gdzieś pojechać, coś załatwić, wydać pieniądze, z kimś się dogadać. Łatwiej jest to sobie wyobrazić lub obejrzeć na ekranie, prawdaż?

***

Z natury mam skłonność do analizowania, co często wykorzystuję w pracy i podczas pisania artykułów. Wiem jednak jak bardzo utrudnia codzienne życie ciągłe przekładanie cegiełek z danymi w głowie i jak bardzo nasz mózg potrafi nam uprzykrzyć działanie. Staje się naszym sabotażystą, krytykiem, postrachem, leniwym kumplem, dlatego tak ważne jest nauczenie się, aby z nim sobie radzić. Iść dalej i po prostu chwytać okazje, nie tylko te wyjazdowe.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *