„Green book” – w podróży poznaje się najlepiej

Ponoć podróże kształcą. Skupiamy się na destynacji przemierzając setki, jak i tysiące kilometrów w kierunku upragnionego celu z dala od domu. Dowiadujemy się czegoś nowego o nieznanych miejscach, rozwijamy umiejętności orientacji w terenie, a przy okazji uczymy się geografii od strony praktycznej. Poza tym wszystkim jest jeszcze coś, co czyni podróż ważnym doświadczeniem w naszym życiu. Jest to poznanie człowieka – zarówno siebie jak i swego towarzysza, gdyż w tak szczególnych okolicznościach zderzamy się z przeróżnymi sytuacjami, które uwypuklają nasze lęki, system wartości czy przekonania. W wyjątkową podróż udali się również bohaterowie filmu „Green book” – nominowanego do Oscara w 5 kategoriach. Zobaczcie czego się o sobie dowiedzieli i co ta podróż zmieniła w ich życiu.

Choć podjęty temat nie należy do lekkich, bo dotyczy podziałów rasowych w USA w latach 60., to tej produkcji bliżej do przyjemnej familijnej komedii, która przemyca pozytywne przesłanie niż do poruszającego dramatu. Ścieżki życia żywiołowego kanciarza z Bronxu włoskiego pochodzenia oraz czarnoskórego muzyka klasycznego wyróżniającego się swoją nietypową postawą krzyżują się za sprawą zbiegu bardziej konieczności niż okoliczności. Tony niechętnie, ale ze względów finansowych, musi zatrudnić się jako szofer dr Dona i wyruszyć z nim w 8-tygodniową trasę koncertową po południowych Stanach. Zadnie nie byłoby zbyt trudne, gdyby nie to, że w tamtym czasie zwłaszcza w w głębi USA segregacja rasowa była na porządku dziennym. Powstał m.in. przewodnik tzw. „Green book”, który opisywał miejsca, gdzie czarnoskórzy mogli jeść i zatrzymywać się na nocleg. Jak można było się spodziewać, podróż nie obyła się bez przygód czy problemów. Zadaniem Tony’ego było właśnie ratowanie swego czarnoskórego szefa od opresji i dopilnowanie, by muzyk dotarł na wszystkie koncerty. Czy udało się sprostać temu zadaniu?

Od początku historii tych dwóch mężczyzn reprezentowało zupełnie inne standardy i wartości. Tony miał iście włoski temperament, sprawy załatwiał z pomocą pięści i oszustw, zdecydowanie nie liczył się z konwenansami, co nie przeszkadzał mu mieć przy okazji stereotypowe poglądy i uprzedzenia. Dr Don jawił się natomiast jako powściągliwy reprezentant kultury wyższej, dla którego duma, porządek, szacunek i osobiste dążenia były priorytetem. Wspólna podróż i sytuacje, z którymi musieli się zmierzyć twarzą w twarz, nauczyły ich szerzej spojrzeć na obecną sytuację społeczną, a tym samym zweryfikować swoje postępowanie. Tony znalazł w sobie skrywane pokłady uczuciowości, które zaczął ujawniać w listach do kochanej żony oraz tolerancji wobec osób innego pochodzenia czy rasy. Za to dr Don odrobił lekcję z określenia swojej tożsamości i otwarcia się na ludzi.

Z pewnością nie zapomnę jednej kwestii, która padła z ust Tony’ego: „Świat jest pełen samotnych ludzi, którzy boją się zrobić pierwszy krok”. Myślę, że jest to świetne podsumowanie filmu niosącego pozytywne przesłanie, byśmy nie zamykali się w swoich przekonaniach, nie odgradzali się, nie przekreślali nikogo po pozorach lecz wychodzili na przeciw innym. Tym samym dawali sobie szansę na przyjaźń, bliskość i szczęście.

Wyjdziecie z kina z uśmiechem od ucha do ucha. Gwarantuję!

„Green book” reż. Peter Farrelly, gł. role: Viggo Mortensen, Mahershala Ali

Źródło zdjęć i fotosów: www.filmweb.pl

Może Ci się również spodoba