30-stka. Nic nie muszę, mogę wszystko

Przenoszę się w czasie o jakieś 10 lat do tyłu. Mam przed oczami młodziutką studentkę pierwszego roku prawa, która przeżywa swoje pierwsze egzaminy na studiach, pierwszą poważną miłość i pierwsze błędy na drodze ku dorosłości. Młodsza wersja mnie wiedziała mniej i miała mniejsze doświadczenie w każdej dziedzinie życia, ale była radosna i uśmiechnięta. Choć jej budżet był skromny i na wiele rzeczy nie było ją stać, to po wielu nieprzemyślanych zakupach czy głupich szaleństwach musiała wypracować w końcu jakąś metodę, by nad tym zapanować.

Czy miała kompleksy? Ależ oczywiście. Co śmieszne, później stały się jej najlepszymi atrybutami. Czy lubiła siebie i dobrze siebie traktowała? Niekoniecznie. Za bardzo chciała wszystko kontrolować oraz stać się kimś tak idealnym i nieskazitelnym jak kropla rosy. W konsekwencji czekały ją krople łez pozostawione na poduszce zwłaszcza, że codziennie wtaczała jakiś pojawiający się znikąd głaz pod górę. Na szczęście w miarę dorastania zdała sobie sprawę z tego, że nie pokona przeciwności, jeżeli wciąż będzie się nad sobą rozczulać, zamiast zwyczajnie siebie zaakceptować i otaczającą rzeczywistość; po prostu iść do przodu. Oprzytomniała, gdy w jej żyłach pojawiło się 10 jednostek cudzej krwi i dostała od losu drugie życie.

Czasem bywała naiwna i łatwowierna, dawała kolejną szansę, aż w końcu powiedziała dość tym, którzy nie zasługują na jej czas, uwagę i zrozumienie. W ogólnym rozrachunku jednak spotkała na swojej drodze i przyciągnęła do siebie ludzi, z którymi w dalszym ciągu jest blisko. Pomimo upływu tak wielu lat i trudnych prób. Tak też nauczyła się mówić kocham, choć o wiele bardziej woli to wyrażać niewerbalnie, i również na podstawie czynów rozlicza innych. Imponują jej coraz bardziej wiedza i nabyte umiejętności, niż lotne operowanie zdaniami podrzędnie złożonymi. Może właśnie dlatego zwraca na to uwagę, bo przynajmniej raz mocno się sparzyła, dwa zawiodła, a trzy popatrzyła na samą siebie.

Poznawała smak goryczy, ale z uporem maniaka robiła swoje trochę na przekór temu, co robili inni. Zaskakujące jest to, że jej największe porażki, to tak naprawdę przełomowe momenty, od których nic nie było takie, jak wcześniej. Dzięki temu powstała strona, rozpoczęły się studia doktoranckie i podróżowanie, zacieśniły więzy z wartościowymi osobami, zaczęła się praca w zupełnie innej branży, doszło do przeprowadzki. Sukcesywnie spełnia swoje marzenia. Wcześniej robiła to powoli, a odkąd nauczyła się przekuwać je wszystkie w konkretne cele, stało się to banalnie proste i daje ogrom szczęścia.

Tak oto przeobraziła się w dzisiejszą 30-letnią już Dorotę. Urodzoną 6 lutego 1989 roku w pierwszym dniu Obrad Okrągłego Stołu, wychowaną w postkomunistycznej Polsce na gumie Turbo i w dresach z Kaczorem Donaldem, skalaną skazą szczepionki na ospę i szwami na brodzie, żyjącą na dwa miasta, choć coraz bardziej zapuszczającą korzenie w jednym miejscu.

Przez 30 lat zrobiłam to, co musiałam, dokonałam tego, czego mogłam, aby być tu, gdzie jestem. Teraz pozostaje mi już tylko powiedzieć, że: „nic nie muszę, mogę wszystko!”

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *