Łyżowanie w Czechach – czyli o zaletach szusowania u naszego sąsiada

Czeskie słowo lyžování nie ma zupełnie związku z łyżwami, lecz w przetłumaczeniu na polski oznacza przekornie jazdę na nartach. Na takie i inne śmieszne różnice językowe Polacy mogą natknąć się w Czechach nieustannie. Jednak do wyjazdu na narty w czeskie Karkonosze bardziej niż zabawny język, skłonił mnie szczęśliwy zbieg okoliczności. Przyznam, że był to strzał w dziesiątkę – cudowna pogoda, warunki, przyjemności i aktywności sprawiły, że będę ten tygodniowy pobyt wspominać z uśmiechem na ustach. Na kanwie tego doświadczenia rzucam przed Wami 5 powodów dlaczego mielibyście wybrać czeskie stoki od tych w Polsce czy chociażby w Alpach.

Powód nr 1

Zadbane stoki z pełną infrastrukturą i wieloma niebieskimi trasami oraz skipassy w korzystnych cenach.

Czesi naprawdę dbają o zaplecze techniczne, systematycznie dośnieżają/odśnieżają, a trasy są w przemyślany sposób połączone dając ogrom frajdy z jazdy. W związku z tym, że dopiero zaczynam przygodę z nartami, szczególną uwagę zwracam na to, by trasy były szerokie oraz łagodnie nachylone. Karkonosze nie należą do zbyt wysokich gór, zatem zbocza nadają się dla początkujących (zielone i niebieskie trasy), choć zdarzają się również odcinki bardziej strome i wymagające większych umiejętności (czerwone i czarne trasy). Skipass na 5 dni w ośrodku narciarskim w
Rokytnice nad Jizerou kosztował mnie 2300 Koron, czyli w przeliczeniu na złotówki niecałe 400 zł, co daje 80 zł za dzień nielimitowanego szusowania. W Szczyrku będzie to około 100-120 zł za dzień, a w
Chamonix Mont-Blanc nawet 220 zł za dzień.

Powód nr 2

Mniejsze kolejki przy wyciągach i spokój w miasteczkach.

Choć Szklarska Poręba leży 30 km od Rokytnic i ma zbliżone ceny karnetów, to niestety czeski ośrodek o wiele bardziej mi się spodobał. Po pierwsze jest zdecydowanie mniej obłożony, dlatego nie trzeba czekać zbyt długo w kolejce do wyciągu. Po drugie, to raj dla ludzi marzących o spokoju prowincjalnego miasteczka otoczonego przez ujmujące widoki szczytów, z dala od zgiełku ulic i świecących neonów. Z przykrością muszę stwierdzić, że już za dużo miejscowości w górach zatraciło swoją niepowtarzalną atmosferę na rzecz komercji rodem z zakopiańskich Krupówek.

Powód nr 3

Wyluzowani i zabawni Czesi – kelnerzy, instruktorzy czy mieszkańcy.

Rozbrajający i rozweselający sposób bycia Czechów jest chyba nie do podrobienia. W połączeniu z ich zabawnym językiem sprawiał, że zapominało się o zmęczeniu po całym dniu jazdy na nartach. Mój instruktor łamanym czesko-polsko-rosyjskim rzucał anegdotami na prawo i lewo z rozbrajającym śmiechem, a przy tym naprawdę mnie czegoś nauczył. Kelner w jednej z knajp za każdym razem dawał nam jak mawiał „dobré pivo” (i nigdy się skubany nie mylił). Zapewne dlatego wpadaliśmy do niego jeszcze 3 razy w oczekiwaniu na skibusa. Bariera językowa praktycznie nie istnieje ze względu na strefę przygraniczną, więc aż chce się z tym ludźmi przebywać i rozmawiać.

Powód nr 4

Tak blisko a już inaczej niż w Polsce

Dojazd samochodem z Warszawy wyniósł tylko 5,5 godziny. Świetne połączenie autostradą do Wrocławia, a później prosta droga na Jelenią Górę sprawiają, że podróż przebiega płynnie. Po przekroczeniu granicy zastajemy inną rzeczywistość – napisy, ostrzeżenia, infrastrukturę, architekturę znaną tej kulturze, urbanistykę czy organizację życia. Byłam pod wrażeniem tego, jak Czesi dobrze radzą sobie z okiełznaniem zimy i odśnieżaniem dróg oraz chodników. Po polskiej stronie widać było więcej ułańskiej fantazji, natomiast w Czechach paradoksalnie królował niemiecki porządek pomimo zaśnieżenia w granicach 1-1,7 metra. Czasem warto nabrać nieco perspektywy i zobaczyć jak inni sobie radzą z tym samym, co nas dotyka.

Powód 5

Można zwiedzić znane miejsca i zobaczyć, np. skocznie narciarskie w Harrachovie.

Ciekawie jest zobaczyć pewne miejsca, które widziało się kiedyś w telewizji czy w kinie. Po obejrzeniu filmu „Pod słońcem Toskanii” marzyłam, żeby udać się w tą część Włoch, aczkolwiek urok toskańskich miasteczek na własne oczy przerósł moje oczekiwania. Teraz, gdy mam za sobą film „Oni” podróż na Sardynie coraz bardziej zaprząta moje myśli. Gdy zatem pojawiłam się w Czechach tak blisko Harrachova, grzechem byłoby nie skorzystać z okazji i zwiedzić kompleksu 5 skoczni narciarskich. Na skoczniach mamuciej i dużej do 2014 roku odbywały się konkursy zaliczane do Pucharu Świata. Jeszcze czynne skocznie znajdują się również niedaleko Harraachova, bo w Libercu. Trzeba przyznać, że naprawdę robią wrażenie i uzmysławiają jak bardzo odważni muszą być skoczkowie.

***

Nie trzeba porywać się na daleką i kosztowną podróż, by poczuć inny klimat i oderwać się od polskiego grajdołka. Nie trzeba również szufladkować się i jeździć w góry tylko tam, gdzie jeżdżą wszyscy Polacy. Podałam powody dla których Czechy uznaję za trafiony wybór, ale to Wy musicie sami się przekonać.

Może Ci się również spodoba