Każdy jest inny i chce czego innego, więc pogódź się z tym

Wyobraźmy sobie, że masz te 4 lata. Znasz już swoich rodziców dziadków, rodzeństwo, sąsiadów, dalszą rodzinę, dzieci z placu zabaw czy przedszkola. Wiesz, że mama nie jada śniadań, a tata strasznie denerwuje się, gdy coś przeczyta na głos ze smartphonu. Ludzie w telewizji wciąż się uśmiechają a w sieci widziałeś takie śmieszne filmiki o psach, które przypominają Twojego „Rexa”. Najbliżsi opowiadają Ci bajki o królewiczach i wiedźmach przed snem lub włączają Ci jeden z animowanych seriali o „Koszmarnym Karolku” na tablecie. Wydaje Ci się, że taki właśnie jest świat i nie ma nic poza to, co już poznałeś. Do czasu. Rośniesz i idziesz do szkoły, gdzie czekają na Ciebie dzieci z wielu domów i w zupełnie różnym wieku. Uczą Cię nowych słów, opowiadają historyjki z ich przygód, w które święcie wierzysz. Później rodzice postanawiają się przeprowadzić za granicę albo rozwieść, więc zmieniasz miejsce zamieszkania i tym samym środowisko. Jakoś starasz się poradzić sobie ze zmianami i na nowo nawiązać przyjaźnie, ale trudno jest znaleźć wspólny język, zwłaszcza gdy dosłownie jest inny. I tak też dochodzimy do tego, że przechodzisz burze hormonalne, więc w momencie, gdy szukasz swojej tożsamości i sam ze sobą czujesz się źle, najbliżsi są Twoimi największymi wrogami. Później gospodarka hormonalna się uspokaja, a Ty na szczęście nikogo przez ten czas nie zamordowałeś, a nawet zacieśniłeś więzi z rówieśnikami. Dobijasz do 20stki, masz już swoją historię i czujesz się najmądrzejszą osobą na świecie, która zna jednoznaczną odpowiedź, co się w życiu liczy, jak należy żyć i jaki jest sens życia. Chciałbyś przelać tą wiedzę na wszystkich, z którymi masz do czynienia, w końcu reszta to głupcy. Tylko mój mądralo, gówno wiesz.

Każdy przez to przechodził i z przykrością muszę stwierdzić, że większość ludzi poprzestaje na tym etapie. Święcie wierzy, że to co mu znane z najbliższego otoczenia – poglądy, sposób życia czy system wartości, są jedyne i słuszne. Że nie ma innej drogi. Że każdy człowiek na ziemi jest ulepiony z tych samym potrzeb, oczekiwań, a już na pewno powinien zachowywać się według jednego wzorca. Przecież to jest oczywiste jak dwa razy dwa, a z faktami się nie dyskutuje, tylko bierze się ślub zaraz po studiach, pracuje się tam, gdzie dają umowę o pracę, zaciąga się kredyt na 30 lat, a raz do roku wylatuje na all inclusive do Egiptu czy innej Bułgarii. Przynajmniej u nas są przyjęte takie standardy postępowania, którym inni będą przyklaskiwać. Akceptuję, że tak się dzieje, ale wybaczcie klaskać nie będę. Wbiję zatem kij w mrowisko, zadając kilka prostych pytań.

Czy jesteś pewien, że to jest ta osoba, z którą chcesz być do końca życia, kochasz ją i będziesz w stanie zaopiekować się nią w razie potrzeby, czy po prostu czujesz presję otoczenia, że to już najwyższa pora? Czy wiesz, że ślub to dopiero początek, a nie zwieńczenie starań?

Czym faktycznie różni się wypowiedzenie czy dyscyplinarne wyrzucenie pracownika od zerwania kontraktu? Czy praca musi być Twoją udręką? Czy pracujesz w danym miejscu tylko ze względu na to, że masz podpisaną umowę o pracę?

Czy naprawdę chcesz mieszkać w tym miejscu? Czy nie ma innego wyjścia niż kupienie mieszkania? Czy nie myślałeś o innej formie inwestowania z myślą o zwiększeniu przychodów w przyszłości, aby później kupić mieszkanie z łatwością?

Czy jedziesz na wakacje, żeby odpocząć czy po to, by pochwalić się zdjęciem w bikini nad basenem na Facebooku czy Instagramie? Czy próbowałeś samodzielnie zorganizować sobie podróż i zobaczyć coś nowego, innego niż kurort?

Odpowiedz sobie w duchu na te randamowe pytania. Może przesadziłam z demagogią czy wyolbrzymieniem, ale jeżeli czujesz się dobrze ze swoim wyborem, to nie powinny być to podchwytliwe pytania. Dorastasz, kształcisz się, bawisz, pracujesz, podróżujesz, nic nie robisz z kumplem, ganiasz za drugą połówką itd. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Kolekcjonowanie nowych doświadczeń, porażek czy sukcesów przybliża nas do większej wiedzy o nas samych. Fakt, otoczenie nas ukierunkowuje i ma na nas wpływ, ale od nas zależy to w jakim otoczeniu się znajdziemy. Polecam otwieranie się na przypadkowych ludzi, na nowe grupy, poznawanie nowych miejsc, nieznane formy rozrywki, inne gatunki książek czy filmów. Po pierwsze, poszerzamy swoje horyzonty i granice poznawcze. Po drugie, wdając się w rozmowę możemy poznać nowe osobowości, czyjś punkt widzenia, jego zasady, które mu przyświecają i i poglądy, które głosi. Po trzecie, możemy w końcu dowiedzieć się czegoś nowego o sobie, naszych lękach i kompleksach lub zweryfikować dotychczasowe postępowanie oraz określić, co w rzeczywistości lubimy. To swego rodzaju nauka, z której może rodzić się większa akceptacja siebie i tolerancja także dla innych.

Jakiś czas temu wpadała mi do rąk książka Thomasa Ericsona, w której dzieli ludzi na 4 kolory zgodnie z ich osobowością: niebieski – analityczny, czerwony – dominujący, zielony – uległy, żółty – towarzyski i radosny. Oczywiście ktoś może wykazywać cechy kilku kolorów, ale widać, że jeden z nich jest wiodący. Sama jestem miszmaszem niebieskiego, czerwonego i żółtego. Muszę przyznać, że ten podział bardzo pomógł mi zrozumieć w jaki sposób mogę dogadać się z osobami reprezentującymi różne typy osobowości. Ale osobowość to nie wszystko, bo ludzie są zlepkiem tego, gdzie wyrośli, czego doświadczyli, co im wpojono, jak wychowano, jakie mają warunki intelektualne i fizyczne. Jest tak wiele zmiennych, które nas determinują, że sprowadzenie świata do bieli i czerni, do czterech kolorów, do miliona odcieniu i tak byłoby drastycznym zawężeniem. Może nas wiele łączyć, ale każdy z nas jest inny – czego innego chce i potrzebuje, a jeszcze inaczej to wyraża na zewnątrz.

Pogódź się z tym, że inni nie posłuchają Twoich rad oraz nie będą zachowywać i myśleć tak jak Ty. Zresztą jakie to byłoby nudne, otaczać się takimi samymi robotami z identycznym oprogramowaniem i kartą serwisową. Skup się na swoim życiu i poznaniu tego, czego tak naprawdę oczekujesz od niego dla siebie.

Może Ci się również spodoba