„Merylin Mongoł” – błaganie o wyzwolenie

Merylin Monroe to symbol seksapilu i erotyzmu, obiekt westchnień urzeczonych mężczyzn i zazdrosnych kobiet, ale przede wszystkim legendarna osoba, która wpisała się w historię światowego kina. Merylin z małego, rosyjskiego miasteczka to trochę jej karykatura – śmieszna w swej wulgarności, nieciesząca się szacunkiem ani uznaniem, jedna z wielu zapomnianych prowincjuszek. Poznajcie ją i trójkę jej scenicznych towarzyszy. Zapraszam Was zatem na sztukę „Merylin Mongoł”, odgrywaną w Teatrze „Ateneum”.

 

To właśnie Olgę (Olga Szarzyńska) w mieście nazywają Merylin. Obecnie próbuje skończyć tandetny romans (łamane przez cotygodniowy seks przez ścianę) z mężem jej sąsiadki – Miszą (Marcin Dorociński). Wszystko po to by szukać wrażeń z kimś innym. Prowokuje swoich nachalnie-śmiesznym zachowaniem do bliższego kontaktu z nowym lokatorem Aleksym (Dariusz Wnuk), który w bardzo kulturalny i nieśmiały sposób stara się jej nie ulec. Nieco próbuje pomieszać jej szyków koleżanka – pijana jak szpadel – Inna (Agata Kulesza), która polewając kolejne kieliszki „wszechruskiej” wódki, otwiera młodego idealistę.

Jednak powyższe perypetie damsko-męskie okraszone alkoholem i ogórkami to jedynie tło, wprawdzie komiczne, ale jednak tło. Widzowie powinni spojrzeć głębiej, a wtedy ujrzą zaściankowych, pozbawionych nadziei i złudzeń ludzi, którzy emocjonują się końcem świata, jakby to wydarzenie oznaczało najlepszą rzecz jaka mogłaby im się przydarzyć. Życie miasteczka kręci się wokół dwóch kombinatów i kilku tysięcy zwyczajnych patologii. Stad też przeświadczenie, że koniec świata stałby się wybawieniem, a jeżeli nie on to przynajmniej młody współlokator…

Jeżeli ktoś nastawia się na to, że spektakl będzie humorystyczny to się nie zawiedzie, ale muszę ostrzec, iż czeka go śmiech przez łzy. Zwłaszcza po przerwie wydźwięk sztuki nabiera cech dramatu i dochodzi do nas przygnębiająca prawda na temat bohaterów żyjących w przeciętności i bez perspektyw na odmianę swojej przyszłości. To co wcześniej bawiło, zaczyna w nas wzbudzać litość, przerażenie czy odrzucenie. Świetni aktorzy (z Kuleszą i Dorocińskim na czele) oraz niebanalna historia Nikolaja Kolady wyreżyserowana przez Bogusława Lindę sprawia, że po obejrzeniu spektaklu trudno wyjść obojętnie z teatru.

***

Źródło zdjęć: www.teatrateneum.pl (fot. Bartek Warzecha)

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba