„Zwierzęta nocy” – film o wewnętrznej sile, która w nas drzemie albo nie

Pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po obejrzeniu tego filmu to zdanie: „Nie ma kata bez ofiary!”. W świecie wygrywają Ci silniejsi, o czym przekonuje Tom Ford w „Zwierzętach nocy”. Brutalny i przejmujący obraz, w którym przemykają nam przed oczyma sceny walki z innymi i samym sobą, skłania do refleksji na temat pierwotnych instynktów tkwiących wewnątrz ludzi.

Film opowiada dwie zazębiające się historie. Pierwsza odbywa się w świecie rzeczywistym i stanowi bazę, na której opiera się druga opowieść. Główna bohaterka otrzymuje od byłego męża maszynopis powieści jego autorstwa o tytule „Zwierzęta nocy”. Tym bardziej jest zaskoczona tym faktem, że od 20 lat nie miała z nim kontaktu. Zaczyna czytać i w jej poukładane życie wdzierają się emocje. Przeżywa każdy wers, a przy okazji przypomina sobie czasy swej młodości. Podjęła wtedy kilka kluczowych decyzji, które ukształtowały jej przyszłość. Dowiadujemy się, że odniosła sukces zawodowy, który z biegiem lat przestał ją już cieszyć. Tak samo jak jej z pozoru cukierkowy związek z ambitnym, przystojnym i równie bogatym partnerem. Okazuje się, że pieniądze i pozycja nie dają szczęścia właśnie wtedy, gdy je już mamy. Jednak obiektywnie rzecz ujmując można przyjąć, że wygrała życie: ma status, szacunek otoczenia, wygodę, luksus, partnera czy córkę.

Bohaterem nadesłanej powieści jest mężczyzna, który wraz z rodziną został napadnięty w środku nocy na typowo amerykańskim pustkowiu przez nieobliczalnych wyrodków. W ostatecznym rozrachunku jego żona i córka zostały porwane, a on sam wywieziony. Mężczyzna stara się odnaleźć drogę, która poprowadzi go do najbliższej miejscowości, by w ten sposób ściągnąć ludzi i odnaleźć swoich bliskich. Bez przerwy walczy sam ze sobą, żeby naprawić wyrządzone zło i odkupić winy. Chce sprawiedliwości, która wcale nie oznacza w tym przypadku zemsty w prostym znaczeniu tego słowa. Sens jego działań widzowie odczytują, tak jak główna bohaterka, niemal wers po wersie.

Bohaterem powieści jest jej mąż, tzn. zarówno postać jej męża jak i tego mężczyzny gra ta sama osoba. W zasadzie zazębia nam się postawa bohatera z kreacją męża. W filmie skonfrontowano w ten sposób dwie postaci. Ona okazuje się być rozsądna, cyniczna, wyrachowana, a przede wszystkim charakteryzująca się silną wolą. I to właśnie bandyci z powieści stają się jej alter ego. On jest wrażliwy, empatyczny, romantyczny i niestety zbyt słaby, by zapewnić poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Każde z nich przeżywa emocje, jednak różni ich to, w jaki sposób radzą sobie z nimi. To co pozwala przeżyć, to siła charakteru i umiejętność radzenia sobie z bólem. Jest przecież tak, że niektórzy nawet próbując zintegrować swoją całą moc, koniec końców nie są w stanie wygrać walki, której się podjęli. Wszystko dlatego, że są zbyt słabi.

Twórcy filmu pragną przekonać widza nawet w najdrobniejszych szczegółach, że życie jest ciężką i katorżniczą walką, w której zwyciężą tylko najsilniejsze osobniki. Instynkt przetrwania jest punktem odniesienia do rozważań na temat tego, w jaki sposób ludzie powinni podchodzić do tworzenia bliższych relacji i radzenia sobie z trudnymi wyborami. Dominator chcąc nie chcą będzie krzywdził. Słaby człowiek zawsze będzie przewrażliwiony na swoim punkcie, nawet jeżeli druga osoba starałaby się nie zranić jego uczuć. W tym filmie na próżne szukać otuchy i nadziei na zmianę.

O tym, że Amy Adams jest zdolną aktorką, wiedziałam już od dawna. Mogę przytoczyć takie tytuły jak „American Hustle” czy „Nowy początek”, w których pokazała swój kunszt. Jednak nie spodziewałam się, że Jake Gyllenhaal zaskoczy mnie taką gamą emocji. Jego warsztat było widać w każdym spojrzeniu, pozie czy wyrazie twarzy.

Gra aktorów to jedno, kolejnym powodem, dla którego warto obejrzeć ten film, to wyjątkowe kadry, praca światłem i scenografia. Na zasadzie kontrastu pokazano wyrafinowany, chłodny i sztuczny świat w odniesieniu do brudnego, przegrzanego upałem i naturalnego otoczenia. Te starania twórców potęgują odczucia widzów i uwydatniają historię.

Jeżeli zatem jesteście na tyle silni, by obejrzeć film bez słodzenia, bez skrupułów, bez wyjścia awaryjnego, to ogromnie polecam „Zwierzęta nocy”.

„Nocturnal Animals”/”Zwierzęta nocy” reż. T. Ford, gł. role: A. Adams, J. Gyllenhaal, M. Shannon

Źródła zdjęć i fotosów: www.filmweb.pl

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba