Męska szowinistka i ponadczasowa feministka

Zawsze wydawało mi się, że moja Babcia nienawidzi kobiet, choć sama przecież należała do ich grona. A ja, słysząc kolejne niepochlebne słowa z jej strony kierowane pod ich adresem, stawałam po stronie oczywiście kobiet jak przystało na prawdziwą i dumną feministkę. Zarzucałam Babci wręcz niczym nieusprawiedliwiony męski szowinizm, a okazuje się, że nie mogłam się bardziej mylić. Tak, teraz już wszystko zrozumiałam – moja Babcia była ponadczasową feministką.

Feminizm nie kojarzy się za dobrze, zwłaszcza mężczyznom, którzy w feministkach widzą jedynie babochłopy czy lesbijki maszerujące w manifestacjach i pragnące wytępić męskie nasienie z kuli ziemskiej. Osobiście nie wyobrażam sobie świata bez mężczyzn i przyznam, że zupełnie nie utożsamiam się z tym przerysowanym obrazkiem, więc za nic nie będę chciała demonstracyjnie spalić moich biustonoszy albo ogolić się na łyso, bo jestem dumna z tego, że jestem kobietą i nie rozumiem dlaczego miałabym się wstydzić swojej płci, próbując w ten sposób podkreślić swoją wartość jako człowieka. Feminizm to pogląd głoszący równouprawnienie kobiet, a nie spychanie ich w społeczeństwie do roli służącej, która nie ma prawa mieć własnego zdania ani możliwości decydowania o sobie. Uważam, że kobiety wiele mogą osiągnąć, jeżeli im się na to pozwoli, a przede wszystkim jeżeli same uwierzą, że mogą być aktywnym twórcą. Jeżeli kobieta chce się realizować jako matka i pani domu, proszę bardzo, ale niech będzie to jej świadomy wybór bez nacisku. Jeżeli pragnie robić karierę i to jej daje satysfakcję, to niech nie słyszy zewsząd, że jest egoistką i pasożytem społecznym, bo nie rodzi dzieci. Każdy powinien mieć wybór, kobiety również.

Powrócę zatem do mojej Babci, która zachowywała się jak męska szowinistka. Nieustannie i wręcz natarczywie psioczyła na kobiety. Denerwowały ją zwłaszcza te, które spotykały się na kilkugodzinną kawę, by wymienić się najnowszymi plotkami na temat innych, które nie miały nic do roboty poza zawieszaniem się na szyje mężczyzn, które non stop narzekały i szlochały, a tak naprawdę były leniwe, by cokolwiek zrobić, które wiecznie prosiły o pomoc z zewnątrz, bo same nic nie potrafiły, które zawsze miały czas by pogadać, ale nigdy nie potrafiły być punktualne czy dotrzymać słowa, które nie umiały być same i zaradne, bo by zginęły z głodu, które opychały się jedzeniem przed telewizorem zamiast ruszyć cztery litery i zrobić coś pożytecznego dla siebie lub innych, które pieprzyły głupoty, bo doprawdy nie miały nic ciekawego do powiedzenia, które uważały się za nieomylne i obrażały się, gdy ktoś nie spełniał ich zachcianek, które bardziej dbały o paznokcie niż porządek w domu czy przygotowanie posiłku, które same ściągały na siebie problemy i nie potrafiły ich również same rozwiązać, które nie umiały nic z siebie dać ani niczym zaciekawić, poza ciałem podanym na tacy, które za wszelką cenę chciały zwrócić na siebie uwagę, które traktowały mężczyzn jak posłańców a innych ludzi uważały za gorszych od siebie, które nie umiały wsłuchać się w potrzeby innych tylko się im narzucały ze swoimi sprawami, które się wymądrzały i uważały za ekspertki choć nie znały się na temacie itd. Patrząc na ten wywód naprawdę można mieć uzasadnione przekonanie, że ktoś tu jest męskim szowinistą, który wytyka przywary kobiet. Widzę to teraz nieco inaczej. Po prostu denerwowały moją Babcię pewne kobiety, co nie znaczy, że wszystkie. Bez względu na płeć ceniła sobie takie cechy jak: samodzielność, pracowitość, odpowiedzialność, punktualność, niezależność, obiektywizm, dobre zorganizowanie, uczynność, słowność, umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji, wewnętrzną siłę, szacunek do siebie i do ludzi, którzy również siebie szanują. Za wszelką cenę chciała mi wpoić, że rola kobiety nie polega na trzepotaniu rzęsami i byciu obok księcia na białym koniu. Jeżeli my kobiety naprawdę pragniemy być traktowane poważnie, musimy pokazać, że pod tą ładną buzią kryje się wartościowy człowiek. Przytyki wobec kobiet mogę tak samo przekierować wobec niedojrzałych mężczyzn, bo w tym kontekście płeć nie ma znaczenia. Na końcu przecież liczy się człowiek – jego charakter, zachowanie, praca, umiejętności, osiągnięcia, zaangażowanie i postawa.

Bycie feministką to nie chęć otrzymywania przywilejów, ale wyzwanie, które my – ponadczasowe kobiety – stawiamy sobie codziennie, by udowodnić sobie i innym na co nas stać. Prawda jest taka, że zanim będziemy wymagać od innych, powinnyśmy najpierw wymagać od siebie. Stajmy się lepszymi ludźmi!

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba