„Gone Girl” – propozycja filmowa

Jeżeli kogoś fascynują filmy o psychopatach, skomplikowanych relacjach, chorym przywiązaniu, zemście i trzymającej w napięciu intrydze, „Gone Girl”/”Zaginiona dziewczyna” to wręcz idealna propozycja, która zapadnie w pamięci na długo. Należy przygotować się, że nic w tej fabule nie jest prawdą objawioną, ponieważ każdy postrzega rzeczywistość zupełnie inaczej. Wielowymiarowość i psychologiczny labirynt czynią ten film innym od pozostałych.

Nick i Amy są małżeństwem. Pokątnie dowiadujemy się, że ona pochodzi z tzw. dobrego i zamożnego domu, natomiast on nie może pochwalić się pokaźnym majątkiem. Zapewne dlatego spisali intercyzę i ustalili, że w wielu kwestiach  będą decydować niezależnie. Wydaje się, że byli sobie od początku przeznaczeni – byli sobą zafascynowani, różnili się od pozostałych par, żyli w swym własnym świecie, łapczywie pragnęli siebie nawzajem. Jednak nawet ich małżeństwo dopadł kryzys. Stracili pracę, a Amy zrezygnowała z funduszu powierniczego, więc pojawiły się kłopoty finansowe. Zbiegło się to w czasie z tym, że matka Nicka zachorowała. Dlatego, by zacząć nowy etap wyprowadzili się z Nowego Jorku do domu jego rodziców w Missouri.

W rocznicę ślubu, Amy znika. W domu pozostawione zostały ślady, które mają doprowadzić do odkrycia prawdy, co się stało. W poszukiwanie i sprawę Amy angażuje niemal cały kraj. Widzów może jednak zaskakiwać to, że Nick wcale nie wygląda na przygnębionego i zrozpaczonego męża. Zostaje zatem pierwszym podejrzanym o morderstwo swojej żony, bo dowody przemawiają na jego niekorzyść. W końcu miał kochankę, finansowo był uzależniony od Amy, na kilka miesięcy przed zniknięciem zwiększył jej polisę ubezpieczeniową, jak wynika z jej dziennika znęcał się nad nią, a ona bała się o swoje życie.

W połowie filmu dowiadujemy się tej ostatecznej wersji zdarzeń, która uniewinnia męża z zarzutu morderstwa w oczach widzów, jednak w dalszym ciągu go nie rozgrzesza. Tak naprawdę dopiero teraz fabuła się rozkręca i kolejne sceny z zaskoczenia uderzają o bandę. Do dzieła wkracza Amy i jej psychopatyczna natura. Obmyśla co nuż nowe plany działania, których konsekwencje mają dopaść jej męża, ale po drodze sieją dodatkowe żniwo. Manipuluje ludźmi za pomocą emocji, zdarzeniami dzięki zmiennej kreacji i faktami, które obraca na swoją korzyść. Doprawdy trudno przyjąć, jak cała historia się zakończy, bo nie da się przewidzieć poczynań psychopaty.

Zaskakujący scenariusz, niezapomniane dialogi, obsada, przemyślany montaż – tą są największe atuty „Gone Girl”. Nie wyobrażam sobie, aby główną bohaterkę zagrała inna aktorka niż Rosamund Pike. W każdej z wykreowanych przez Amy postaci dało się odczuć idealnie zagraną iluzję, która była spójna z charakterem psychopatki. Po obejrzeniu filmu najbardziej zapada w pamięci jej wzrok z ostatnich migawek, który przeszywa na wylot, hipnotyzuje i przeraża jednocześnie. Ta historia nie ma happy endu, na co należy się nastawić, ale daje do myślenia o prawdzie i kłamstwie, o tym, że w każdym z nas czai się zło, że chore więzi mogą niszczyć człowieka, a jednocześnie nie pozwalają mu ze strachu odejść. Tutaj nie ma bezpiecznego wyjścia awaryjnego, ale jest emocjonalna pułapka.

Zachęcam do obejrzenia:

„Gone girl”/”Zaginiona dziewczyna” reż. D. Fincher, gł. role: R. Pike, B. Affleck, N. P. Harris.

***

Źródło zdjęć i fotosów: www.filmweb.pl

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba