Udawana przyjaźń

Przyjaciół poznaje się w biedzie – o tym przekonałam się zwłaszcza na przestrzeni ostatniego tygodnia. Dostałam ogrom wsparcia i to czasem od osób, od których nie spodziewałam się je otrzymać. Jednak to, co dobre jak zwykle przeplata się także z przykrymi refleksjami, bo nie zawsze osoby nam bliskie są rzeczywiście przyjaciółmi na jakich nam zależy.

Wyobraźmy sobie pewną osobę. Zawsze ma jakieś problemy, którymi musi się dzielić z całym światem. Opowiada o każdym najmniejszym zdarzeniu, o tym, co czuła, o tym, co inni jej mówili, o tym, jak źle była traktowana – nawet jeżeli akcja toczyła się przy kasie w spożywczaku. Najdrobniejsze trudności na drodze uznaje za tragedię życiową. Stąd też nieustannie potrzebuje pocieszenia, potakiwania i głaskania po główce. Dzwoni zapłakana i wisi na telefonie przez bite pół godziny. Staje się to aż męczące. Zapomina jednak o tym, by odwracać wektor zainteresowania i zacząć słuchać drugiej osoby. Gdy druga osoba jest zapłakana, potrafi powiedzieć tylko: „nie płaczemy” i na tym zakończyć rozmowę. Bagatelizuje jej problemy, nagle zmienia temat (na ogół dotyczący swoich spraw), mówi oklepane formułki i znowu skupia uwagę jedynie na sobie. Często też jest zazdrosna i podatna na humorki, jeżeli ktoś nie spełnia jej oczekiwań. Jeszcze częściej mówi rzeczy, które zebrane w całość, są sobie sprzeczne i świadczą o tym, że dana osoba nie jest z nami w pełni szczera. Jak w takim razie mamy jej ufać, skoro kłamie? Dochodzimy do tego, że człowiek po kolejnej dawce egocentryzmu i samouwielbienia, przestaje chcieć w ogóle z taką osobą się spotykać. Nie zamierza znowu wysłuchiwać narzekania, głupich opowiastek, usprawiedliwiania czyiś zachowań, kłamstw oraz nie chce uczestniczyć w iluzji wspierającej się przyjaźni.

Swoich przyjaciół poznaję po czynach. Gdy widzą, że dzieje się u mnie coś nie tak, sami organizując spotkanie lub zapraszają do siebie. Naprawdę słuchają mnie uważnie i angażują się w to, o co mówię, zadając pytania lub przedstawiając swoją opinię na dany temat. Czuję, że ani ja ani moje problemy nie są im obojętne i mogę rzeczywiście liczyć na ich pomocną dłoń. Wtedy czas i chęci się znajdują. Nie muszę z nimi kontaktować się codziennie czy adorować słowami „kocham”, by mieć pewność, że łączy nas przyjaźń, taka prawdziwa wyzbyta obłudy, fasadowości i interesowności.

Takie prawdziwe przyjaźnie potrafią przetrwać lata. Nie zakłóci tych relacji nawet wiele niesprzyjających okoliczności czy zdarzeń. Mimo że przyjaciółce podobał się mój ekschłopak, nigdy nie starała się mi go odbić ani okazywać mu damsko-męskiej sympatii, bo lojalność wobec mnie była ważniejsza. Tak samo przeprowadzka do innego miasta nie spowodowała utraty kontaktu z przyjaciółmi. Gdy dzieje się krzywda u przyjaciela, po prostu się pisze, dzwoni, rozmawia a nawet jedzie z pocieszającą butelką wina oraz listą zadań, których należy się podjąć, aby wyjść z kryzysu, niezależnie od tego, gdzie się obecnie przyjaciel znajduje. Przyjaciel nie zazdrości sukcesów lecz im przyklaskuje, nie próbuje zmienić drugiej osoby lecz akceptuje ją ze wszystkimi jej zaletami i wadami, nie odsuwa od innych ludzi, tylko po to by coś na tym ugrać dla siebie, nie oszukuje lecz odpowiada prawdziwie na zadane pytania, nie oczekuje, więc dlatego nie żywi urazy lecz mile zaskakuje, a przede wszystkim nie udaje kogoś kim nie jest – nie udaje przyjaciela.

W przyjaźni ważna jest wymiana barterowa, czyli wzajemne dawanie i branie. W udawanej przyjaźni trudno jest mówić o ekwiwalentności zachowań, wsparcia czy odczuć. W takiej relacji cały czas jesteśmy na minusie. Dochodzę do wniosku, że kończę z dawaniem na tzw. kreskę, bo zaraz zabraknie mi czasu i energii na prawdziwe przyjaźnie. A wiem, że one na mnie zawsze czekają, a ja czekam na nie.

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. WebDC24 napisał(a):

    This is EXACTLY what I was looking for!