Nie pójdziesz do przodu, gdy wciąż opłakujesz małą dziewczynkę
Kalina miała trzydzieści dwa lata i po raz kolejny siedziała przy kuchennym stole, zastanawiając się, dlaczego jej związki zawsze kończą się w podobny sposób. Na początku jest fascynacja, a dreszczyk emocji podsyca pożądanie. Później pojawia się niepokój, zazdrość albo chłód partnera. A ona, zamiast odejść, a jak! zostaje. Kłóci się, trzaska drzwiami, wybacza, próbuje zasłużyć na miłość. I tak w kółko.
Kiedy zapytałam ją w końcu: „Dlaczego ciągle tkwisz w relacjach, które tak naprawdę Cię ranią?”, Kalina nie potrafiła odpowiedzieć.
Odpowiedź przyszła dopiero kilka lat później, podczas terapii. Wtedy zrozumiała, że tak naprawdę nie walczy o zaangażowanie dorosłego partnera czy uwagę otoczenia. Ona wciąż walczy o bezwarunkową miłość, której nie dostała jako mała dziewczynka. I dopóki opłakiwała tę dziewczynkę, nie była w stanie pójść dalej.
Dzieciństwo, które zostaje w nas na zawsze
Traumy z dzieciństwa nie znikają tylko dlatego, że dorastamy. Nasz umysł zapisuje doświadczenia z pierwszych lat życia bardzo głęboko. W sposób szczególny te związane z brakiem bezpieczeństwa, odrzuceniem czy emocjonalnym chłodem. Dowiedziono, że doświadczenia noworodka obejmujące wrażliwość i szybkość reakcji opiekunów na jego potrzeby (płacz, głód, bliskość), kształtują jego styl przywiązania w dorosłym życiu, który rzutuje na całe życie.
Dziecko, które wielokrotnie czuło się nieważne, w dorosłości często zaczyna wierzyć, że miłość trzeba sobie wypracować. Że trzeba się bardziej starać. Być grzeczniejszym. Nabić wirtualnych punków, by w zamian otrzymać zwrot z inwestycji. Albo wręcz przeciwnie zgromadzić podziw, zebrać komplementy i posiąść władzę nad innymi czy to ekonomiczną czy emocjonalną. Właśnie dlatego tak wiele osób w dorosłym życiu powtarza podobne schematy relacyjne. Czy jest to wyniszczające, gdy natrafimy na toksyczną osobę? Ależ tak. Czy samo w sobie takie zachowanie jest toksycznie? Jak najbardziej.
Ktoś, kto dorastał przy nieobecnym emocjonalnie rodzicu, może nieświadomie wybierać partnerów, którzy są zdystansowani. Z kolei osoba wychowana w atmosferze chaosu może czuć się dziwnie nieswojo w spokojnej i przewidywalnej relacji. Zamiast zatem wybierać stabilizację osoby takie odrzucają zdrowe relacje, bo zupełnie nie potrafią się w nich odnaleźć, przyklejając im łatkę nudnych, łatwych, a czasem nawet desperackich z ich perspektywy.
Wiedź jedno, to nie jest świadomy wybór tych osób, ale zapisany w psychice wzorzec. Jeżeli próbujesz naprawić ich pojmowanie siebie i rzeczywistości, wstrzymaj się. Z doświadczenia wiem, że nie da się uzdrowić tego, kto nie widzi problemu lub nie chce podjąć się uleczenia samego siebie.
Dlaczego powtarzamy bolesne schematy
Jednym z najbardziej paradoksalnych mechanizmów psychiki jest to, że osoby straumatyzowane próbują odtwarzać stare rany z nadzieją, że tym razem zakończą się inaczej. Tak oto ktoś, kto w dzieciństwie nie został wysłuchany, może w dorosłości desperacko próbować „przebić się” do partnera, który nie słucha. Ktoś, kto był ignorowany, może wybierać ludzi emocjonalnie niedostępnych.
Właśnie tak podświadomość próbuje naprawić przeszłość. Właściwie to w dość nieudolny i zarazem pokręcony sposób. Problem polega na tym, że w praktyce często wchodzimy w bardzo podobne sytuacje jak kiedyś, które z założenia nie mają szansy na happy end. Ignorujemy czerwone flagi. Tłumaczymy zachowania, które nas ranią. Zostajemy w relacjach, które podkopują nasze poczucie własnej wartości.
To nie jest naiwność. To nieświadoma próba przeżycia starej historii jeszcze raz, tym razem z nadzieją na nowy finał. Niestety, bez świadomości tego mechanizmu historia zazwyczaj kończy się tak samo.
Projekcje, których nie zauważamy
Najtrudniejsze w uświadomieniu rzeczywistego problemy i jego przyczyny jest to, że większość tych mechanizmów działa poza naszą świadomością. Możemy być przekonani, że po prostu trafiamy na niewłaściwych ludzi albo nie mamy szczęścia w życiu. Tymczasem bardzo często to nasze nieuświadomione rany prowadzą nas w określone miejsca i relacje.
Wyobraź sobie kobietę, która w dzieciństwie była często krytykowana. W dorosłości może nieświadomie przyciągać partnerów, którzy ją oceniają, bo ten schemat jest jej dobrze znany. Ale znany nie znaczy bezpieczny. Znaczy tylko… powtarzalny i oswojony.
Dopiero w terapii lub głębokiej autoterapii zaczynamy dostrzegać te projekcje. Zaczynamy widzieć, że reagujemy nie tylko na to, co dzieje się tu i teraz, ale również na to, co wydarzyło się wiele lat temu. Wystarczy ku temu mały zapalnik, aby zapłonąć i zacząć się nakręcać na znany scenariusz.
Najpierw trzeba uleczyć przeszłość
Nie da się budować zdrowej przyszłości na fundamencie nieprzeżytego bólu. Dlatego tak ważne jest zatrzymanie się i przyjrzenie swojej historii. Nie po to, by na zawsze utknąć w przeszłości, ale by wreszcie ją zrozumieć i zaakceptować.
Uleczenie traumy nie polega na wymazaniu wspomnień. Tak samo wybaczenia nie powinniśmy traktować jako magicznego zapomnienia zła jakie ktoś nam wyrządził. Wyzdrowienie polega na tym, że przeszłe zakrzywienia w psychice przestają sterować naszymi decyzjami.
Kiedy zaczynamy rozumieć swoje reakcje, nagle wiele rzeczy staje się jasnych. Dlaczego tak bardzo boimy się odrzucenia. Dlaczego czasem zgadzamy się na mniej, niż naprawdę potrzebujemy. Dlaczego trudno nam zaufać komuś, kto traktuje nas dobrze.
Odkrywanie prawdziwego „ja”
Proces zdrowienia jest również procesem odkrywania siebie. Bardzo często przez lata funkcjonujemy w rolach, które powstały jako mechanizmy przetrwania. Nie zliczę tych silnych kobiet, tych wyrozumiałych ratowniczek, tych wiecznie grzecznych córeczek, które nigdy nie sprawiają problemów.
Ale pod tymi rolami jest prawdziwy człowiek z potrzebami, emocjami i granicami. Człowiek, który szuka rzeczy bardzo prostych i bardzo fundamentalnych jak bezpieczeństwo, zaufanie, życzliwość, wyrozumiałość i miłość, którą naprawdę się czuje. Kiedy zaczynamy rozumieć te potrzeby, przestajemy walczyć o uwagę ludzi, którzy nie potrafią ich spełnić. Dlatego zaczynamy wybierać inaczej.
Samoświadomość jako punkt zwrotny
Największa zmiana nie pojawia się wtedy, gdy nagle przeprowadzamy się na drugi koniec świata, otwieramy nowy biznes czy spotykamy tego jedynego. Lecz wtedy, gdy rozwijamy głęboką samoświadomość. Czego sama doświadczyłam na własnej skórze wiele, wiele lat temu. Gdy w końcu doszłam do brutalnej prawdy o mojej bliskiej relacji, roli jaką ogrywałam i moich prawdziwych uczuciach, nagle wyzwoliłam się od ciągnącego mnie w dół bagażu.
W tym trudnym procesie terapeutycznym zaczynamy zadawać sobie dość proste acz kluczowe pytania, m.in.: Kim naprawdę jest dla mnie ta osoba? Czy ja czuję się przy niej bezpiecznie? Czy moje granice są respektowane? Czy zależy jej na mnie i umie to okazać?
Dochodzenie do odpowiedzi już tak proste nie jest. Niektórym zajmuje kilka miesięcy a innym nawet dekadę. Ale gdy w końcu przejrzymy na oczy to zamiast ignorować czerwone flagi, zaczynamy je zauważać. Zamiast walczyć o czyjąś miłość, zaczynamy chronić siebie i kierować się tam, gdzie pragną nas z otwartymi rękoma. Tak właśnie wygląda moment, w którym przeszłość przestaje sterować przyszłością.
Mała dziewczynka w nas
W każdym z nas jest część, która wciąż nosi w sobie doświadczenia z dzieciństwa. Ta „mała dziewczynka” lub „mały chłopiec” potrzebuje należytego zaopiekowania, ale nie przez innych zapełniających pustkę. Potrzebują nas samych, którzy staną w obronie i pokochają bezwarunkowo siebie (mimo że najbliżsi nie zdali egzaminu).
„Mała dziewczynka” chce, żebyśmy wreszcie ją zobaczyli. Żebyśmy uznali jej ból, a nie rozpamiętywali każdą możliwą zadrę i ranę. Żebyśmy dali jej zrozumienie, którego kiedyś zabrakło i odbudowali swoje poczucie wartości. Żebyśmy przestali wysyłać ją na kolejne emocjonalne pola bitew, bo na to nie zasługuje. Dopiero wtedy możemy naprawdę ruszyć do przodu.
Bo kiedy przestajemy próbować naprawić przeszłość poprzez bolesne relacje, zaczynamy wreszcie tworzyć świadomą i spokojną teraźniejszość w zgodzie ze sobą. A to jest moment, w którym życie naprawdę zaczyna się zmieniać.
Fot. www.pexels.com

