Mniej oczekiwań, więcej spokoju

Poznałam niedawno Kasię. Jest bardzo wygadaną osóbką o przeuroczej aparycji i umiejętności opowiadania historii. Za każdym razem, gdy się widzimy sypie anegdotami jak z rękawa, dzieląc się swoimi przygodami w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że wpada w tarapaty głównie ze względu na to, że ma spore oczekiwania, a później jest rozczarowana rzeczywistością – bo ktoś jej nie pomógł, bo koleś nie zadzwonił po randce, bo kierowca z autobusu nie poczekał, bo w kolejnym sklepie nie było latarki, a jest jej na gwałt potrzebna. Zamiast iść dalej i robić swoje po kolei, czeka z założonymi rękami aż  dojdzie do kulminacji i sytuacja eksploduje. Stresuje się i denerwuje na otoczenie, bo zakłada, że przyszłość ułoży się według jej założeń tylko dlatego, że nakręca się na jakiś scenariusz. Powiedziałam jej ostatnio: „Kasiu, nie da się wszystkiego kontrolować na około Ciebie, więc po prostu let it go and see what happens. Będziesz o niebo spokojniejsza, gdy skupisz się na tym, na co masz wpływ. Czyli na sobie i na tym, co robisz.” Czy wzięła moją radę do serca? Prawdopodobnie. Czy wprowadzi to w życie? Okaże się w praniu.

Ludzie potrafią zaskakiwać właśnie wtedy, gdy się tego najmniej spodziewasz. Gdy rozmawiasz miło z klientem o jego biznesie i wyzwaniach na kolejny rok, nagle niemal jedną noga w drzwiach klient podrzuca temat do możliwej współpracy. Gdy zajmujesz się swoimi sprawami i korzystasz z życia, zamiast wpatrywać się w ekran smartfonu, zaskakuje Cię telefon od tego świetnego chłopaka, z którym jakiś czas temu spotkałaś się na kawę. Gdy opracowujesz plan przemieszczenia się pociągiem lub busem na odległe lotnisko, a tu nagle ktoś może Cię podrzucić, bo będzie mu po drodze, więc zaoszczędzisz cenną godzinę. Takie sytuacje się zdarzają. Nawet bardzo często, tylko w ferworze oczekiwań nie jesteśmy w stanie tego dostrzec, a w konsekwencji docenić. Skupianie swoich myśli na oczekiwaniach wobec innych nazwałabym marnotrawienie energii i czasu, bo w tym momencie nie dzieje się nic przełomowego, natomiast w głowie zaczyna wrzeć mikstura pretensji i żalu. Tak bardzo zależy nam na tym, by inni spełnili nasze oczekiwania, że tracimy pokorę wobec ogromu świata i zapędzamy się stanowczo za daleko. Oczywiście na trawniku sąsiada zawsze doszukasz się więcej chwastów niż na swoim, tak dla zasady, ale może lepiej podwiń rękawy i weź się do pielenia swoich chwastów zamiast rozglądać się na boku. Oznacza to tyle, żebyś żył niezależnie od innych i nie fokusował się na tym, by ktoś powiedział „tak”, by ktoś się domyślił lub by stało się tak jak planujesz, bo inaczej zdarzy się katastrofa. Dlatego proś a nie wymagaj, dziękuj a nie bierz za pewnik, przepraszaj a nie przerzucaj winę. Czyż nie lepiej zadbać o siebie i spokojnie działać na swoją rzecz? Czyż nie lepiej cieszyć się z miłej niespodzianki lub pomocy w potrzebie ofiarowanej przez drugą osobę?

Dosyć niedawno zamieściłam na Facebooku cytat Woltera, który brzmi następująco: „Rozważ, jak trudno jest zmienić siebie, a zrozumiesz, jak znikome masz szanse zmienić innych.” Podjęcie trudu w odniesieniu do swojej osoby i swojego postępowania zawsze zaprocentuje. Natomiast oczekiwanie, że ktoś Ci coś da, ba powinien dać, przynosi zgoła odwrotny skutek do zamierzonego. Mało kto znosi wymuszanie na sobie pewnego zachowania, więc im bardziej będziesz napierać ze wzrastającymi oczekiwaniami, tym większy mur napotkasz po drugiej stronie. Ataki złości czy strojenie fochów nie skłania do utrzymywania szczęśliwych relacji. Ludzie powoli będą się od Ciebie odsuwać, niepostrzeżenie uciekać w kierunku takich osób, które nie odbierają wolności innym. Gdy będziesz mniej oczekiwał od innych, to paradoksalnie więcej możesz wygrać. Na początku z pewnością zyskasz spokój.

Może Ci się również spodoba