Widoki

Kręcił się gdzieś pomiędzy foyer a schodami. Dostrzegła go właśnie dlatego, że przystanęła na chwilę, by odczytać wiadomość na komórce i niby niechcący podniosła wzrok znad ekranu na ułamek sekundy akurat w jego stronę. Tępo spoglądał w dal przez szybę oddzielającą go od zielonego parku, który powoli przygotowywał się do wiosny. Ręce schowane miał w kieszeniach spodni. Wydawało jej  się, że na kogoś czekał.

Jak zwykle okazało się, że przegapiła jakieś połączenie, bo nie wiedzieć dlaczego miała  wyciszony dzwonek, więc wybrała numer z nieodebranych i oddzwoniła. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć i zakończyła przesuwając palcem w stronę czerwonej słuchawki. Jeżeli temu komuś zależy i to coś ważnego, zadzwoni jeszcze raz – pomyślała. Czemu zupełnie nie zdziwiło ją to, że to już kolejny nieodebrany telefon w przeciągu kilku ostatnich dni, którego zupełnie nie słyszała, nie była w stanie odpowiedzieć. Może to jej zawodny sprzęt, domagający się wymiany, albo roztargniona głowa, która z trudem przeżywała przesilenie wiosenne. W każdym bądź razie przyszła tu w zupełnie innym celu, wcale nie po to, by zastanawiać się nad takimi drobnostkami. Miała zadanie.

Zostały jej 2 minuty. Szukała windy, bo perspektywa wchodzenia na szóste piętro schodami wydawała jej się już zupełną stratą czasu, zwłaszcza, że nie tolerowała nigdy spóźniania zarówno u innych jak i u siebie. Stanęła przed rozchylającymi się drzwiami, a obok niej pojawił się nagle ten sam mężczyzna, którego zauważyła, gdy przekroczyła mury budynku. Oboje weszli do środka windy i zanim jeszcze jej drzwi się zamknęły wcisnął guzik. On także podążał na szóste piętro. Polskim obyczajem stanęli nie obok siebie lecz na przeciwko siebie. Biorąc pod uwagę ograniczoną powierzchnię poczuła lekki dyskomfort jakby miała klaustrofobię połączoną z fobią społeczną. Jednak nie sposób było jej uciec przed jego spojrzeniem. Na chwilę popadła w niewytłumaczalny trans, który został przerwany przez gwałtownie przystającą windę. Nie dojechali nawet do drugiego piętra. Odruchowo przycisnęła alarm, by wezwać pomoc. On stał bezczynnie i patrzył. Rzuciła kilka mięsistych zwrotów, pięścią uderzyła ponownie przycisk i stuknęła o podłogę obcasem. W efekcie w windzie zgasło światło, a jej wnętrze oświetlały wyłącznie diody panelu. On stał bezczynnie i patrzył. Wyciągnęła telefon i po odblokowaniu zobaczyła czarny ekran. Bateria zdążyła się rozładować. To już kolejny powód dla którego należałoby pozbyć się tego grata.

Pozostało uzbroić się w cierpliwość, w końcu takie są uroki wybierania drogi na skróty. Oparła się barkiem o ścianę windy przodem do niego. W półciemnościach towarzystwo drugiej osoby było jednocześnie otuchą i powodem do niepokoju. Huśtawka odczuć trwała jak wieczność. Białka oczu wyłaniały się miarowo z szarości. Coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że w nim samym jest coś mrocznego. Jego twarz nie wyrażała emocji jakich należało by się spodziewać. Nie było ani złości, ani bezsilności, ani żalu, ani agresji, ani niczego, co dotąd znała. Po prostu pustka. Dlatego zamknęła oczy.

Winda ruszyła i znowu pojawiło się światło. Przez zamknięte oczy poraził ją błysk, więc powoli otwierała powieki. Miała delikatne mroczki aż w końcu odzyskała ostrość wzroku. Ze zdumieniem spoglądała na wnętrze windy. Była w niej zupełnie sama. Wyświetlacz wskazał szóste piętro, więc drzwi się otworzyły. Wyszła. Wtem z jej torebki dobiegł ją odgłos dzwonka telefonu. Tak, to był ten sam telefon, który przez ostatnie dni z niewiadomych przyczyn sam się wyciszał, którego bateria jeszcze przed minutą była wyczerpana, a teraz jest w pełni naładowana. Nie mogła pojąć serii zdarzeń jakich była nie tyle świadkiem, co uczestnikiem.

Nie miała więcej czasu, by roztrząsać ostatnie 15 minut. Grunt, że dotarła na szóste piętro, z którego rozpościerał się jeszcze okazalszy widok niż z przeszklonego foyer. Niczym w amoku weszła do sali. Była przekonania, że rozpocznie spotkanie od usprawiedliwienia za swoje spóźnienie. Nic bardziej mylnego. Przed nią zawieszony był zegar, którego wskazówki pokazywały dokładanie tę godzinę, na którą było przewidziane dzisiejsze spotkanie. Trafiła idealnie w czas i miejsce.

Wymazała z pamięci poprzednie obrazy. Wzięła głęboki oddech i przemówiła.

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba