Rozsądek i zabawa

dsc_1546

Może nie jest tak ze mną najgorzej skoro potrafię sobie zdać sprawę z tego, co stanie się w przyszłości i realnie mieć na to wpływ. Mogę kreować future perfect w swojej głowie i z tak pozytywnym nastawieniem brnąć do przodu nie zastanawiając się nad porażką. Ilekroć podchodzę tak optymistycznie do życia, to świat się kręci, obraca a później przewraca na łopatki. Gdzie znaleźć złoty środek między racjonalnością a niewinną lekkością ducha?

Miotają mną dwie natury: jedna jest poukładana, odpowiedzialna i rozsądna, natomiast druga stwarza sobie alternatywne warunki do beztroskiej zabawy i czerpania szczęścia z każdej chwili. Godzę te dwie skrajności odkąd pamiętam i nie pozwalam na dominację żadnej z nich. Jeżeli przystałabym na pracę i obowiązki od rana do wieczora, straciłabym szybko zapał spowodowany eksploatacją mojego potencjału. A jeżeli poddałabym się nieustannej zabawie straciłabym sens stąpania po tej ziemi i satysfakcję z pokonywania kolejnych szczebli. Wiem to już z autopsji.

Poukładane życie jest wygodne, bo przewidywalne. Dokładnie wiemy, co za chwilę nastąpi, gdyż w grafiku gospodarujemy każdą wolną minutą naszego czasu. To taki samodzielnie narzucony kierat, z którym ponoć się utożsamiamy. Rozum każe analizować wszystkie za i przeciw, każde zachowanie, wypowiedziane słowo i gest. Nie podejmiemy ani jednego kroku, jeżeli wydaje się to dla nas bezsensowne i pozbawione celu. Liczy się wyłącznie to, by wypełnić plan od A do Z. Poza tym nie mamy siły już na nic więcej.

Istnieje coś takiego jak zatracenie, które odcina kabelek łączący nas z rzeczywistością. To niebezpieczny stan, z którego nigdy nic dobrego nie powstaje. Nie myślimy o tym, co jutro, za miesiąc, za rok. Nie zakładamy konsekwencji naszych zachowań ani scenariuszy, jakie mogą na nas czekać. Płyniemy z wartkim prądem nieustannej przygody, aż w końcu natrafiamy na skałę i rozbijamy się o brzeg.

Kontrolowana spontaniczność to zdaje się oksymoron, jednak uważam go za trafne określenie spajające racjonalność z beztroską. Zdajemy sobie sprawę, że pewne zadania musimy wykonać w określonym czasie i miejscu, natomiast pozostała reszta zależy od naszej fantazji i możliwości. Czy koniecznie należy usmażyć w piątek rybę i jeść kolację oglądając denny program rozrywkowy, bo taki mamy mało wyjątkowy rytuał, można przecież wyskoczyć do przyjaciół na wieczór z deską serów i kartami Against Humanity Cards. Albo przejechać się rowerami, wyjść na kręgle, do kina, nawet na spacer, od tak. Załóżmy, że nastaje upragniony weekend, czy naprawdę chcemy tkwić w domu przez całe dwa dni i wmawiać sobie, że musimy pracować lub, że potrzebujemy odespać cały tydzień, co jest oczywiście iluzją, czy nie lepiej udać się na wycieczkę, choćby kilka kilometrów od domu, aby zmienić otoczenie, oderwać się od rutyny i poczuć się jak w innym wymiarze. Jeżeli dobrze sobie poukładamy obowiązki dnia codziennego, zdamy sobie sprawę z efektywności naszej pracy, oddzielimy czas na pracę od przyjemności, możemy pozwolić sobie na wykorzystanie wolnego w pełni, na szczęście z małych rzeczy, na niekontrolowany śmiech w gronie bliskich, na poznawanie czegoś od nowa.

Roztropność w byciu beztroskim i racjonalność z ludzką twarzą doprowadzają do sytuacji wręcz idealnej. Nie musimy bać się o przyszłość i cieszymy się z teraźniejszości. Pełna nadziei, uśmiechu i optymizmu wracam zatem do mego poukładanego świata.

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba