Przyciąganie uwagi

DSC06836

Nie wiedzieć czemu, ściągam na siebie czyjś wzrok. Pal licho wzrost, długie włosy, diaboliczne spojrzenie, twarz stworzoną wybitnie dla konesera wyrazistej urody i coraz bardziej komercyjną figurę.  Byłabym głupia, gdybym przyjęła, że wyłącznie swoimi myślami ściągam na siebie czyjąś uwagę i tym samym wpływam na wolną wolę otaczających mnie jednostek. Jest taki jeden, no może dwóch, albo trzech idiotów, którzy przypisują mi takie siły metafizyczne. Osobiście sama wierzę wyłącznie nauce.

Z energią kinetyczną stykam się na co dzień. Przepychanie się w autobusie, tramwaju, pociągu i metrze, to klasyczne przejawy działania tej siły. Mam z nią do czynienia w chwili konkurowania o zajęcie „lepszego miejsca” – posługuję się wtedy siłą fizyczną tkwiącą w moich niepozornych mięśniach i trochę siłą psychiczną, powalającą na łopatki, by finalne unicestwić rywala. Zatem energia przyciągania jakoś nie zbliża mnie w kierunku znanych mi już powszechnych praw.

Przejdźmy zatem dalej, czyli do faktów. Nikt na nikim nie wywiera ani presji ani nie używa psychologicznych sztuczek nakierowujących odbiorcę na określone tory myślenia. Jesteśmy poza jakimkolwiek sztucznie wytworzonym eksperymentem. Znajdujemy się w typowym nam otoczeniu. Przejdźmy zatem do tytułowego przyciągania uwagi. Skoro z niewyjaśnionych wcześniej okoliczności wynika, iż skupiam uwagę, pomimo że w koło znajdować się może równie dużo wyjątkowych osób i zjawisk, odnalezienie zagadki wydaje się nie lada wyzwaniem. Wprawdzie ludzie bywają ciekawscy – lgną do nieznanego, do poznania, do eksplorowania, do ryzykowania. Sprawa się komplikuje, gdy tych wrażeń i punktów odniesienia pojawia się więcej. Ale czy w ogóle mamy prawo mówić o konkurowaniu w aspekcie naszej uwagi? Dlaczego akurat naszą uwagę przyciąga ta, a nie inna osoba?

 Naukowcy zwalają winę na dodatkowe czynniki: biologiczne i chemiczne. Biologiczne związane z tym, że poszukujemy partnera, aby przedłużyć gatunek, jak też szukamy osób zbliżonych do nas genetycznie – istnieje wtedy prawdopodobieństwo, że zdołamy się z nimi porozumieć i wspólnie z nimi działać, np. polując na mamuta.  Chemiczne, polegające na tym, iż odbieramy czyjś zapach i temperaturę, a czasem na sam widok jakiejś osoby w naszym organizmie produkowane są związki chemiczne odpowiadające m.in. za radość i podniecenie. Czynnik psychologiczny jest również istotny. Jeżeli kilka razy z rzędu spotykamy daną osobę, kojarzy nam się z pewnym zdarzeniem, miejscem czy sytuacją, przy kolejnym zetknięciu nasz mózg szaleje, bo dopadają go węzłowe wspomnienia. Tak się tworzy historia. Chyba dlatego jakaś niewytłumaczalna siła ciągnie nas do innych. Na tą siłę składa się wiele elementów, które w okamgnieniu zaczynają działać, więc wydaje nam się, że to przez przypadek i metafizykę wpadamy w sidła czyjegoś zainteresowania.

Jedynie siedząc sami w domu, możemy być pewni, że nikt nie zwróci na nas uwagi. Przynajmniej w tym klasycznym ujęciu, uwzględniającym kontakt personalny, a nie wirtualny. W końcu to nic zdrożnego, że wchodzimy w interakcje z innymi, przecież żyjemy w społeczeństwie, w jakiejś większej zbiorowości.  Przyciągamy się tak samo mocno, jak też odpychamy. To jest energia, którą trudno zapisać prostym wzorem, bo sami jesteśmy niewiadomą; każdy z nas jest nie w pełni odkrytą układaną złożoną z genów, wspomnień, predyspozycji, wyobrażeń, umiejętności, fobii i upodobań.

Uwaga została zwrócona i odwzajemniona. Warto zatem pójść o krok dalej, dalej i dalej.

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba