Tam na dole

IMG_20150816_084037

 Sierpień był paskudny, nie zamierzam słodzić. Znalezienie się na barykadach zanim rozpoczęła się kampania wrześniowa stanowi niezwykle cenne doświadczenie. Skoro zatem stałam się ofiarą (nie lubię tego słowa) rozgrywek, czas najwyższy zaplanować kontratak.

Zapewne mówili Tobie nieraz,  że znajdując się na dole,  nie może spotkać Cię już nic gorszego. Zapomnięli jednak wspomnieć,  że ten dół to głęboka studnia, z której widać jedynie małą, jasną kropkę u góry. Znajdując się w takim położeniu zdajesz sobie sprawę z tego, że drabina bardziej by Ci się przydała niż tablet bez WiFi. A mama mówiła przed wyjściem do szkoły: „weź kanapki, szalik i drabinę”.

Sytuacja równie beznadziejna jak w przypadku uwięzionej pod gruzowiskiem afroamerykanki z „House’a”. No nie, nie będę wmawiać, że odcięcie nogi pozwoli zawsze wydostać się z tarapatów,  ale chyba ten casus pokazuje, że wygrana wymaga poświęcenia. Przynajmniej tak wynika z książek i filmów, które w masie fabularnych katastrof przesyłają promyczek nadziei.

Z garstką naiwnej nadziei szukałam happy endu. Sama, sfrustrowana, ogołocona idiotka znajduje się właśnie na wyprzedaży znacznie poniżej swojej wartości. Myśli rozsadzają jak krzyki maklerów, a akcje wciąż spadają. A co mi sprzedaje najlepszy pośrednik – mama? „Jak sobie nie pomożesz, to nikt Ci nie pomoże.” To ja już wezmę na drugi raz kanapkę, szalik i to trzecie. I tak właśnie sobie pomogę, samodzielnie, jak zwykle on my own.

Przechodzę do kontrataku. Ale z czym walczę? Może z ruskimi w kuchni albo z niemieckim proszkiem w łazience, a już na pewno z Polakami, z tymi prawdziwymi i tymi mniej. Zdaje się jednak, że walczę sama przeciwko sobie. To by wyjaśniało, dlaczego się usprawiedliwiam i obwiniam jednocześnie. Kiepska sprawa, z rachunków wychodzi, iż nigdy nie wygram na 100%.

Moja stagnacja doprowadziła do wyciągnięcia  następujących wniosków. Sierpień był paskudny, bo tak go odczytałem. Rzeczywistość wcale się nie zmieniła na gorsze, bo bilans zysków i strat mimo wszystko dalej jest dodatni. Ale od czego mam kreatywność. Stworzyłam w głowie wyłącznie ciąg negatywnych zdarzeń. Ale całe szczęście, że poza kreatywną duszą, mamy też zdolności analityczne. To, co nas spotyka, mogło i może nadal wywindować nas w górę.

 Jutro przypada rocznica wybuchu wojny, a dzisiaj ja podpisuję pakt o nieagresji wobec samej siebie. Cóż za eskalacja trywialności w stylu współczesnego coachingu. Nie zaprzeczam, ale bardziej niż środki interesuje mnie cel czyli zmiana nastawienia. Wrzesień będzie genialny, bo pracowity i różnorodny. Ja to po prostu wiem.

 Jak sobie nie pomożesz, to nikt Ci nie pomoże. Raz mama miała rację…

admin

Barwna i uśmiechnięta doktorantka w Katedrze Prawa Podatkowego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, która nie może zdecydować się na jedną pasję w życiu.

Może Ci się również spodoba